Oficjalna strona Fundacji Emanio Arcus. Poprawa bezpieczeństwa poprzez informację, edukację i profilaktykę
Mercedes W140

Mercedes W140 – niedościgniony wzór luksusu

Mercedes W140 przed laty stanowił niedościgniony wzór luksusowej limuzyny. Po latach niemiecki sedan wciąż zachwyca poziomem zaawansowania i wręcz niebiańskim komfortem jazdy

Przyglądając się ulicom polskich miast, trudno oprzeć się wrażeniu, że przyszło nam żyć w czasach dobrobytu i przepychu. Nie mamy dokładnych danych na ten temat, jednak stwierdzenie, że zagęszczenie limuzyn segmentu F na jeden kilometr kwadratowy jest wyższe niż Polonezów i Fiatów Cinquecento razem wziętych, wydaje się być bardzo bliskie prawdy. Przynajmniej w przypadku wielkich metropolii. Kiedyś było zupełnie inaczej. W 1991 roku, gdy zadebiutował Mercedes W140, szczytem marzeń wciąż był kultowy „kaszlak”, a spotkać S-kę było równie trudno, co dziś Bugatti Veyrona.

Tak, pierwsze lata, w których kraj przystosowywał się do nowego ustroju, zdecydowanie nie należały do łatwych. Tym bardziej doceniano motoryzację, która napływała do nas zza Odry (w stosunkowo skromnych ilościach, ale jednak). Dziś Mercedes W140 nie zwróci już uwagi żadnego przechodnia, który nie żywi szczerej miłości do czterech kółek. Ot, zwykły stary „Merc”. Jednak każdy, kto choć trochę interesuje się tematem, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że „maciora” to jedna z najdoskonalszych konstrukcji, jaka kiedykolwiek opuściła bramy fabryk Mercedesa. W swoim czasie nie miała konkurencji, a i dziś jest w stanie zaoferować właściwie wszystko, co kierowca do szczęścia może potrzebować.

Mercedes W140 – koszmar księgowych

Mercedes W140

Mercedes W140

W dobie unifikacji produkcji, proces powstawania nowych modeli został skrócony do minimum. Wystarczy wziąć gotową platformę, wypróbowane jednostki napędowe, wszystko to zapakować w nową karoserię (najlepiej z „doszytą” ideologią, predysponującą „nowy” produkt do miana prekursora „nowego” segmentu) i gotowe. Klienci mogą ustawiać się w kolejkach. W czasach, kiedy samochody były wyjątkowe nie tylko dlatego, że takim mianem określili je marketerzy koncernu, wyglądało to zupełnie inaczej.

Choć dziś wydaje się to nieprawdopodobne, prace nad superluksusową limuzyną, mającą zastąpić model W126, trwały 10 (słownie – dziesięć) lat!!! Aby zbudować najlepszy samochód swoich czasów, bo takim miała być nowa S-klasa, niemiecki producent wydał miliard dolarów. Wówczas stanowiło to astronomiczną kwotę, zresztą podobnie jak dziś. Prace nad modelem W140 rozpoczęły się w 1981 roku, dokładnie dziesięć lat później światu zaprezentowany został ich efekt.

Pod względem stylistyki nadwozia i wnętrza, S-klasa czerpała pełnymi garściami z designu mniejszych modeli. Mimo że podobieństwo było ewidentne, flagowego okrętu nie dało się pomylić z nieco uboższymi krewnymi. Majestat, potęga i luksus to cechy, którymi emanował każdy najdrobniejszy detal tej niezwykłej maszyny. W swoim czasie, S-ka nie miała konkurencji. Fani BMW najprawdopodobniej za kilka chwil zrobią się purpurowi z wściekłości, ale nazywajmy rzeczy po imieniu, ówczesna seria 7 mogła najwyżej czyścić felgi dostojnemu Benzowi. A Audi? „Władca pierścieni” praktycznie nie istniał wtedy w segmencie F.

Owszem, na rynku dostępne były angielskie krążowniki, ale marki Rolls-Royce i Bentley od zawsze toczyły rozgrywki w lidze, w której nie było miejsca dla innych graczy. Jaguar? To chyba jedyny godny konkurent S-ki, choć pod względem zastosowanej technologii, Mercedes bez cienia wątpliwości zostawił angielskiego kota daleko w tyle. Reprezentant Japonii, czyli Lexus LS400, też nieco odstawał od Benza. W tym kontekście, efekty długich lat wytężonej pracy inżynierów są doskonale widoczne.




  • Tomasz Tomasz

    a tak na poważnie, to jakie są koszty utrzyamnia takiego wozu w obecnej chwili?

    • Artur_Be

      W przypadku wersji V6 nie ma dramatu, przymajmniej w przypadku podstawowych części eksploatacyjnych. Sporo gorzej jest z ceną wahaczy i wszelkich elementów nietypowych. V8 kosztują nieco więcej, ale bez przesady. W przypadku wersji V12 lepiej mieć dobrą zdolność kredytową, bo tu każda pierdoła (która nie jest wspólna z mniejszymi wersjami) kosztuje majątek. Warto pamiętać, że ten samochód był projektowany zmyślą o ludziach majętnych i mimo że teraz można kupić go za marny grosz, to eksploatacja nadal jest dość droga.