Marek Kotański Wypadek i przyczyny tragedii

1
9059
Marek Kotański. Wypadek i przyczyny

Marek Kotański Wypadek w którym zginął założyciel Monaru.

Marek Kotański Wypadek
Marek Kotański Wypadek człowieka legendy

Marek Kotański był jedną z tych osób, która swoim przekonaniem i wewnętrzną siłą potrafiła zmienić myślenie innych i pokazać im, co tak naprawdę jest najważniejsze. Psycholog, terapeuta, twórca ruchu Monar oraz domów pomocy Markot, ale przede wszystkim człowiek, który przełamywał bariery  i pomagał tym, którzy upadli na samo dno. Ciężko jest opisać pomoc, którą wszystkim potrzebującym okazywał. Marek Kotański Wypadek który zdarzył się 19 sierpnia 2002 roku, mimo tragicznych skutków nie przerwał idei, którą niósł za sobą Kotański.

Marek Kotański Wypadek podczas powrotu do domu

Wieczorem 18 sierpnia 2002 r. Marek Kotański wracał ze spotkania ze swoimi podopiecznymi z domu dla bezdomnych w Warszawie. Mężczyzna jechał swoim jeepem Grand Cherokee w stronę Modlina, do swojego domu znajdującego się w pobliskim Pomiechówku. W pewnej chwili na drodze jednokierunkowej, którą poruszał się Kotański, niespodziewanie pojawił się pieszy. Mężczyzna prowadząc swój rower nie rozejrzał się wchodząc na jezdnię i niemal wskoczył pod koła jadącego jeepa. Próbując go ominąć Kotański wykonał szybki manewr. Nie utrzymał właściwego panowania nad autem i wpadł do znajdującego się po drugiej stronie jezdni rowu. Samochód od strony kierowcy z bardzo dużą siłą uderzył w drzewo a Marek Kotański stracił przytomność.

Niemal natychmiast na miejscu wypadku pojawiła się policja oraz pogotowie ratunkowe. Mężczyzna w ekspresowym tempie został przewieziony do Szpitala Bielańskiego w Warszawie, gdzie był reanimowany. Niestety w wyniku licznych obrażeń odniesionych w wypadku, następnego dnia nad ranem Marek Kotański zmarł.

Marek Kotański Wypadek i pogrzeb na Powązkach

28 sierpnia 2002 roku, na warszawskich Powązkach odbył się uroczysty pogrzeb Marka Kotańskiego. Żegnali go nie tylko rodzina i najbliżsi przyjaciele, lecz także mieszkańcy miasta, podopieczni Monaru i Markotu, przedstawiciele instytucji i organizacji państwowych, wojsko oraz policja. Podczas uroczystości pogrzebowych Marek Kotański został nazwany „człowiekiem, który odnajdywał swoje człowieczeństwo w przekraczaniu samego siebie i nie zadowalał się przeciętnością”. Chyba żadne inne słowa nie opisały tak dosadnie działalności, którą przez całe swoje życie zajmował się Kotański.

Marek Kotański Wypadek i skomplikowane śledztwo

Marek Kotański. Wypadek i wyrok sądu

W chwili zgonu mężczyzny prokuratura i biegli sądowi wszczęli śledztwo w sprawie ustalenia dokładnych przyczyn śmierci. Leszek B, pieszy, który był obecny w miejscu tragedii, na początku został przesłuchany jedynie jako świadek zdarzenia, ponieważ nie było podstaw, aby postawić mu zarzuty. Po wnikliwym zbadaniu sprawy, biegli ustalili, że pieszy w momencie pojawienia się na jezdni miał we krwi 1,8 promila alkoholu. Ponieważ było to nieoświetlone i nieprzystosowane do ruchu pieszych miejsce, mieszkający w Nowym Dworze Mazowieckim Leszek B. powinien ustąpić pierwszeństwa Kotańskiemu i poczekać, aż będzie miał możliwość przejścia. Zdaniem biegłych naruszenie zasad bezpieczeństwa było bezpośrednią przyczyną zdarzenia, w wyniku którego zmarł Marek Kotański. Wypadek oraz wszystkie okoliczności tragedii jednoznacznie wskazywały, że swoją nieodpowiedzialną postawą pieszy przyczynił się do zdarzenia.

W wyniku toczącego się śledztwa prokuratura oskarżyła 40-letniego Leszka B., a w styczniu 2003 r. wystosowano za nim list gończy, ponieważ mężczyzna przebywał poza granicami Polski. Za zarzut naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym prokurator żądał 3 lat pozbawienia wolności. Po kilku miesiącach śledztwo oraz proces zostały zakończone, a Sąd Rejonowy w Nowym Dworze Mazowieckim skazał Leszka B. na karę 2 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności oraz zakas prowadzenia pojazdów przez pięć lat.

Marek Kotański Wypadek mógł przydarzyć się każdemu

Założyciel i twórca Monaru zginął, ponieważ chciał ocalić życie pijanego mężczyzny, który nagle pojawił się na drodze. Za jego życie i zdrowie zapłacił swoim. Patrząc działalność oraz światopogląd Kotańskiego taka postawa w ogóle nie dziwi.  Mężczyzna zawsze chciał dawać więcej i nigdy nie bał się zaryzykować. Oczywiście ludzie życie nie jest czymś, co można postawić na szali i porównać, jednak wiele osób zastanawiało się, dlaczego odszedł właśnie Marek Kotański. Wypadek może przydarzyć się każdemu i zawsze tak samo zaskakuje i przeraża. Jednak śmierć osób, które pomagają i całe swoje życie oddają innym, boli podwójnie. Co więcej wraz z nią pozostaje mnóstwo pytań na które nigdy nie ma właściwej odpowiedzi.

Marek Kotański Wypadek nie przerwał jego idei

Marek Kotański. Wypadek i Monar„Monar” i „Markot” dwie, najbardziej popularne, lecz nie jedyne inicjatywy, którymi mógł pochwalić się Marek Kotański. Wypadek, który wydarzył się na drodze z Warszawy zabrał człowieka, który nie tylko mówił o pomocy, lecz także działał, a efektem jego pracy były tysiące osób, które wyszły z nałogu, znalazły pracę, odbiły się od dna i rozpoczęły normalne życie. Po wypadku z 18 sierpnia wszyscy zaczęli zastanawiać się o dalsze istnienie tego, co stworzył Kotański. Oczywiście na swoich stanowiskach pozostali jego zastępcy i współpracownicy, jednak nagle i niespodziewanie w miejscu Marka Kotańskiego powstała pustka. Niemal od razu nasunęły się pytania: co dalej? Jak wygląda przyszłość Monaru? Kto zaopiekuje się wszystkimi podopiecznymi?

Zginął człowiek, lecz nie zginęła idea, którą stworzył Marek Kotański. Wypadek nie zniszczył wielu lat pracy jednego z najsłynniejszych polskich terapeutów, a ośrodki pomocy stworzone przez Marka Kotańskiego działają i cały czas się rozwijają. Warto również wspomnieć, że oprócz ośrodków rehabilitacyjno – readaptacyjnych dla osób uzależnionych i placówek Monar – Markot powstały poradnie i punkty konsultacyjne, w którym potrzebujący mogą liczyć na wsparcie. Oczywiście zmienił się sposób funkcjonowania, zarządzania i prowadzenia wsparcia, jednak najważniejsze jest to, że podopieczni nie pozostali samym sobie i cały czas mogą liczyć na pomoc w najtrudniejszym momencie życia.

Kazimierz Deyna. Wypadek czy samobójstwo?