Kolizja z udziałem aut MON – niewyjaśnione szczegóły zdarzenia

1
39
Kolizja z udziałem aut MON Macierewicz

Kolizja z udziałem aut MON – mnóstwo pytań pozostaje bez odpowiedzi

Wypadki samochodowe z udziałem polityków za każdym razem wzbudzają wiele emocji wśród opinii publicznej. Jest to naturalne, ponieważ społeczeństwo chce wiedzieć, co się dokładnie stało, kto ucierpiał i przede wszystkim jakie były przyczyny zdarzenia. Od kilku ostatnich dni kolizja z udziałem aut MON jest na ustach wszystkich. Wraz z upływem czasu pojawiają się nowe fakty, które znacznie zmieniają całą sytuację. Postanowiliśmy przyjrzeć się, co tak naprawdę się stało oraz kto zawinił powstałej sytuacji.

Kolizja z udziałem aut MON – w jaki sposób doszło do zdarzenia?

Kolizja z udziałem aut MON
W środę 25 stycznia 2017 dwie limuzyny BMW należące do Żandarmerii Wojskowej poruszały się na trasie z Torunia do Warszawy. W jednym z samochodów jechał Minister Obrony – Antoni Macierewicz, który kilka godzin wcześniej brał udział w sympozjum w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. W pewnym momencie na krajowej drodze numer 10, w okolicach Lubicza pod Toruniem, wojskowe samochody niespodziewanie zderzyły się z sześcioma autami cywilnymi stojącymi przed skrzyżowaniem. W wypadku na szczęście nikt nie został ranny, ucierpiały jedynie samochody, które zostały mocno staranowane. Minister kilka minut po zdarzeniu przesiadł się do innego samochodu i odjechał w stronę Warszawy, gdzie jeszcze tego samego dnia miał pojawić się na jednym z wieczornych wydarzeń. Niemal od razu sprawą zajęła się prokuratura oraz Żandarmeria Wojskowa, które starają się odtworzyć bieg wydarzeń oraz ustalić, kto w tej sytuacji zawinił.

Kolizja z udziałem aut MON – zeznania świadków

Kolizja z udziałem aut MONBardzo ważne w wyjaśnieniu całej sprawy mogą okazać się zeznania świadków, którzy byli na miejscu zdarzenia. Wszyscy świadkowie obecni na skrzyżowaniu, na którym doszło do kolizji, potwierdzają, że rządowe samochody jechały ze zbyt dużą prędkością. Zgodnie z relacją jednego ze świadków pierwsza limuzyna nie zdążyła zahamować na czerwonym świetle. Jadące za nią BMW, w którym znajdował się minister i oba auta wjechały w stojące na krzyżowaniu pojazdy. Czy rzeczywiście tak było? Te zeznania potwierdzają również inni świadkowie, których zdaniem prędkość, z jaką poruszała się rządowa kolumna mogła dochodzić nawet do 130 km/h.
Na temat zdarzenia wypowiedziała się również pasażerka jednego z samochodów, w które uderzyła rządowa limuzyna. Kobieta opowiadając o zdarzeniu, podkreślała, że jej mąż, który prowadził auto, widział w lusterku zbliżające się z dużą prędkością samochody. Nie było jednak miejsca ani czasy, aby móc uciec. Zgodnie z relacją kobiety, kolizja była nieunikniona.

Kolizja z udziałem aut MON – sprawę bada Żandarmeria Wojskowa

Kolizja z udziałem aut MON
Kilka minut po zdarzeniu, na miejscu pojawiła się policja, która zbierała wszystkie dowody w sprawie. Obecnie sprawa została przekazana Żandarmerii Wojskowej, która wraz z prokuraturą rejonową Poznań – Grunwald prowadzi śledztwo w sprawie. Zgodnie ze wstępnymi informacjami podanymi przez służby, przyczyną wypadku mogły być trudne warunki na drodze występujące na tym odcinku. Pierwszy z rządowych samochodów wpadł poślizg i stracił przyczepność do jezdni, czego skutkiem było uderzenie w auto stojące z przodu, natomiast to przyczyniło się do kolejnych stłuczek. Zastanawiające jest, dlaczego w informacjach przekazywanych przez prokuratora nikt nie wspomina na temat zbyt dużej prędkości, z którą poruszały się auta. Nie wiemy również, dlaczego Minister przesiadł się do innego samochodu i odjechał, choć zgodnie z obowiązującym prawem każdy uczestnik wypadku powinien pozostać na miejscu aż do momentu przyjazdu służb.

Kolizja z udziałem aut MON – stanowisko ministerstwa

Kolizja z udziałem aut MONKilkanaście godzin po zdarzeniu na stronie internetowej Ministerstwa Obrony Narodowej pojawił się komunikat, w którym władze podkreślają, że sprawdzą wypadku nie był żaden z rządowych samochodów: „Nie jest prawdą, że samochód, którym jechał minister spowodował wypadek pod Toruniem. Przeciwnie był on w tym wypadku poszkodowany przez inne samochody”. Nie wiadomo, na jakiej podstawie ministerstwo zamieściło taką informację, oraz kto wydał ekspertyzę w sprawie. Nikt nie komentuje przekroczenia prędkości oraz nadużycia, jakiego dopuścili się kierujący rządowymi samochodami.

Kolizja z udziałem aut MON – medialne zarzuty

Nie trzeba było długo czekać na reakcję mediów. Bardzo szybko przeprowadzono kalkulację, że auto, w którym jechał minister Macierewicz, dojechało do Warszawy w 2 godziny 25 minut uwzględniając w tym „przerwę” na stłuczkę oraz przesiadkę do drugiego samochodu. Warto również zauważyć, że podczas pobytu w Toruniu minister mówił, że dojechał na miejsce w 1h 40 minut. Zgodnie z tym , co pokazują nawigacje najszybsza droga musi zając 2h 40 minut a według kierowców, którzy często poruszają się tą trasą ok. 3 godzin. W takiej sytuacji musiało dojść do znacznego przekroczenia prędkości. Opinia publiczna domaga się również wyjaśnień, dlaczego minister odjechał z miejsca wypadku.

Kolizja z udziałem aut MON – przekroczenie uprawnień?

Na ostateczne wyniki śledztwa będziemy musieli jeszcze poczekać. Bez wątpienia jednak kolizja z udziałem aut MON nadal będzie wzbudzała mnóstwo kontrowersji, a kolejne pytania będą się jeszcze pojawiały. Każde zdarzenie drogowe wymaga dogłębnych wyjaśnień, ponieważ każda sytuacja jest inna. Zastanawiające jest jednak dlaczego sprawa jest tak bardzo bagatelizowana. Beż wątpienia, gdyby w sytuacji brały udział wyłącznie osoby prywatne lub celebryci, sprawa mogłaby toczyć się innymi torami, a zarzuty za spowodowanie wypadku zostałyby już postawione.

Martyna Wojciechowska – kobieta na motocyklu