Wypadek rządowej limuzyny. Nowe wątki w sprawie

0
24
Wypadek rządowej limuzyny Szydło

Wypadek rządowej limuzyny – śledczy wciąż szukają przyczyny zdarzenia

Wypadek rządowej limuzyny miał miejsce wieczorem, 10 lutego na ulicach Oświęcimia. Od tamtej pory cały czas prowadzone jest śledztwo mające wyjaśnić, co tak naprawdę wydarzyło się w piątkowy wieczór i dlaczego kolumna trzech rządowych samochodów, na podwójnej lini ciągłej wyprzedzała Fiata Seicento. Wraz z mijającymi tygodniami okazuje się, że jest coraz więcej niejasnych wątków, niedociągnięć oraz spraw wymagających szczegółowego wyjaśnienia.

Wypadek rządowej limuzyny – przekroczona prędkość?

Wypadek rządowej limuzyny prędkośćJuż kilka chwil po zdarzeniu w mediach krążyły opinie, że przyczyną zdarzenia mogła być nadmierna prędkość rządowej kolumny. Wątpliwości próbował rozwiać szef MSWiA, który dzień po wypadku publicznie potwierdzał, że samochody poruszały się z dozwoloną prędkością 50 km/h. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że Audi A8 wchodzące w skład rządowej kolumny mogło jechać z prędkością przekraczającą 85 km/h. Podobno właśnie przy takiej prędkości kierowca samochodu dopiero zaczął hamować, więc można przypuszczać, że wcześniej prędkość pojazdu była jeszcze większa.

Jednocześnie należy zauważyć, że rządowe Audi wyprzedzało Fiata Seicento. Każdy kierowca doskonale wie, że podczas wyprzedzania dynamicznie zwiększa się prędkość, aby szybko zakończyć manewr i wrócić jak najszybciej na swój pas. Być może właśnie dlatego w momencie zdarzenia auto miało większą prędkość? Warto zwrócić uwagę na panujące wówczas warunki pogodowe,  dość późną porę, teren zabudowany, oraz bliską odległość od skrzyżowania. Ciężko wyobrazić sobie, że w takiej sytuacji doświadczony kierowca nagle  mocno rozpędza auto i próbuje wyprzedać inne auto na skrzyżowaniu. Niedopatrzenie?  Pośpiech? A może brak poszanowania obowiązujących przepisów? Biegli dopiero próbują ustalić, z jakiego powodu auto poruszało się z tak dużą prędkością.

Wypadek rządowej limuzyny – brak ważnego AC

Wypadek rządowej limuzyny brak ACWydawać by się mogło, że samochody należące do rządu to auta są nie tylko nowe i odpowiednio sprawdzone, lecz także posiadają wszystkie pakiety ubezpieczeń. Okazuje się, jednak, że jest z tym niemały problem., o którym wcześniej nikt nie wiedział. Audi A8 Security, które uderzyło w Fiata Seicento to samochód najwyższej klasy, warty ok. 2,5 miliona złotych. Mimo dużej wartości auto nie posiadało ważnej polisy AC (Autocasco). Dlaczego?

Polisa AC nie jest obowiązkowa, a jej wykupienie jest dość dużym kosztem. Biuro Ochrony Rządu rezygnując z dodatkowych ubezpieczeń, mogło więc w skali roku zaoszczędzić dość sporą sumę pieniędzy. Zazwyczaj kierowcami rządowych limuzyn są odpowiednio przeszkoleni i doświadzczeni funkcjonariusze, a podczas jazdy w kolumnie zabezpiecza sie je autami ochronnymi, więc ryzyko jakiegokolwiek wypadku znacznie maleje. Niestety zagrożenie nigdy nie spada do zera i czasami, tak jak w tym przypadku zdarzają się nieprzewidziane sytuacje. Nie wiadomo jeszcze, ile będzie kosztowała naprawa auta. Specjaliści szacują, że koszt naprawy samochodu tej klasy może wynosić nawet 300 tysięcy złotych.

Wypadek rządowej limuzyny – przekroczony czas pracy kierowcy?

Od kilku lat czas pracy wszystkich kierowców jest skrupulatnie monitorowany i przestrzegany. W 2004 roku w życie weszły przepisy dotyczące czasu pracy funkcjonariuszów BOR. Jedną z kluczowych informacji jest czas pracy kierowców BOR, którzy zgodnie z prawem „mogą pełnić służbę do 12 godzin na dobę, w tym kierować pojazdem nie więcej niż 10 godzin na dobę”.

W swoim wystąpieniu w sobotę, 11 lutego, Mariusz Błaszczak szef MSWiA zapewniał, że kierowca limuzyny, w której jechała Beata Szydło, był w pracy od godziny 18:00, co okazało się nieprawdą. Kilka dni później przedstawiciele BOR sprostowali słowa swojego przełożonego, mówiąc, że kierowca rozpoczął pracę o 07:29 rano. Dziennikarze jednego z portali informacyjnych dotarli jednak do informacji, że kierowca był w pracy znacznie wcześniej, bo już od 06:00. To oznaczałoby, że w momencie kiedy wydarzył się wypadek premier Szydło,  pracownik BOR powinien być już po służbie. Kolejne niedopatrzenie? Przypadek? A może złe praktyki, które w feralny piątek ujrzały światło dzienne?