Wypadek limuzyny MON z wiceministrem Kownackim

1
207
Wypadek limuzyny MON

Wypadek limuzyny MON – kolejna kolizja z udziałem rządowego auta

W ostatnim czasie wypadki rządowych samochodów zdarzają się coraz częściej. Po prezydencie Dudzie, ministrze Macierewiczu oraz premier Szydło dziś miał miejsce wypadek limuzyny MON, w którym jechał wiceminister Bartosz Kownacki. Kolizja z udziałem auta, w którym znajdował się wiceminister, wydarzył się na jednym z warszawskich skrzyżowań. Jakie były szczegóły kolizji oraz dlaczego doszło do kolejnego wypadku z udziałem rządowych samochodów?

Wypadek limuzyny MON – szczegóły zdarzenia

Wypadek limuzyny MON Tym razem w kolizji brało udział nie rządowe Audi, lecz BMW należące do Żandarmerii Wojskowej. Do zdarzenia doszło kilka minut przed godziną 13:00, na warszawskim Solcu, na skrzyżowaniu ulicy Wioślarskiej z Ludną. W aucie jechał wiceminister MON – Bartosz Kownacki, który wracał z posiedzenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego do swojej siedziby w budynku Ministerstwa. Rządowe auto zderzyło się na skrzyżowaniu z terenowym samochodem marki Volvo.

Jak wynika z relacji świadków, którzy obecni byli w miejscu kolizji, rządowa limuzyna jechała z włączoną sygnalizacją świetlną i dźwiękową. Podobno kierowca Volvo ruszył po zapaleniu się zielonego światła. Nie zauważył jednak oznaczonego rządowego auta, które w tej sytuacji miało pierwszeństwo przejazdu. Kierowca wyjeżdżał z ul. Ludnej i zgodnie z sygnalizacją świetlną ruszył do przodu, aby opuścić skrzyżowanie. W tym samym czasie z ulicy Wioślarskiej ruszyło rządowe BMW i w ten sposób doszło do kolizji.

Wypadek limuzyny MON – nikt nie obniósł poważnych obrażeń

Na szczęście uczestnikom kolizji nic się nie stało. BMW, w którym jechał wiceminister został uszkodzony zderzak, przedni błotnik, światła oraz maska po stronie pasażera. Podobne uszkodzenia powstały w terenowym Volvo, w którym dodatkowo została stłuczona przednia szyba. Choć auto nie zostało znacznie zniszczone, po zderzeniu z BMW nie nadawało się do dalszej jazdy. Dzięki poduszkom powietrznym nikomu nic się nie stało, co w takich sytuacjach jest bez wątpienia najważniejsze. Uruchomienie poduszek powietrznych świadczy jednak o tym, że auta zderzyły się z dużą siłą, a więc prędkość obydwóch pojazdów, lub przynajmniej jednego z nich musiała być dość duża.

Wypadek limuzyny MON – relacja świadków oraz Ministra Kownackiego

Wypadek limuzyny MON Podobno świadkowie kolizji niemal od razu zadzwonili na policję z informacją o wypadku. Co ciekawe, nikt z rządowej kolumny nie zadzwonił po policję i pogotowie ratunkowe, tylko zrobili to świadkowie. Czy rzeczywiście zderzenie było aż tak łagodne, że obecność służb nie była potrzebna? Jak potwierdził rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek: „policja dostała zawiadomienie o policji, jednak sprawą będzie zajmowała się Żandarmeria Wojskowa”. Z pewnością przekazanie sprawy do ŻW wynika z faktu, że BMW, w którym jechał wiceminister należy do Żandarmerii. Być może dzięki temu śledztwo będzie prowadzone sprawniej i dużo szybciej poznamy jego wyniki? Na to jednak przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać.

Kilka minut po zdarzeniu minister Kownacki opublikował na swoim profilu na Twitterze informację o zdarzeniu „W drodze z BBN na spotkanie MON doszło do kolizji z udziałem samochody ŻW, w którym jechałem. Nikomu nic się nie stało. Sprawę wyjaśnia ŻW”. Minister uspokoił w ten sposób, że życie ani zdrowie żadnego uczestnika zdarzenia nie jest zagrożone oraz potwierdził informacje podane przez rzecznika prasowego KSP. Z relacji świadków wynika, że po upewnieniu się, że sytuacja nie należała do groźnych minister Kownacki przesiadł się do innego rządowego samochodu i udał się na zaplanowane spotkanie.

Wnikliwi świadkowie zdarzenia niemal od razu zauważyli, że rządowe auto, które przyjechało po Wiceministra Obrony Narodowej zawróciło na podwójnej linii ciągłej i złamało przepisy. Pośpiech, nieuwaga, czy brak poszanowania obowiązujących przepisów? Ciężko odpowiedzieć, czym kierował się kierowca, który zabierał Bartosza Kownackiego z miejsca kolizji. Czasami wydaje się jednak, że łamanie przepisów przez służby staje się standardem, do którego pozostaje nam się przyzwyczaić.

Wypadek limuzyny MON – Kto zawinił?

Wypadek limuzyny MON Oczywiście teraz dziennikarze, politycy oraz opinia publiczna czekają na wyjaśnienia, dlaczego doszło do kolizji i kto tym razem zawinił. Na razie sprawa nie jest komentowana ani przez biuro prasowe MON, ani przez Żandarmerię Wojskową, która prowadzi śledztwo w sprawie.

Według informacji przekazanych przez świadków obecnych na miejscu, rządowa limuzyna miała czerwone światło, więc kierowca Volvo mógł ruszyć. Z drugie strony, limuzyna była pojazdem uprzywilejowanym, więc czy kierowca Volvo nie powinien zatrzymać się widząc oznaczony pojazd? Zainteresowanie wzbudza również komentarz kierowcy samochodu, który zderzył się z rządowym BMW. Według relacji mężczyzny, kierowca samochodu, w którym jechał Bartosz Kownacki został ukarany mandatem, a co by wskazywało na to, że mężczyzna złamał przepisy.

W ostatnim czasie wypadki z udziałem rządowych samochodów zdarzają się coraz częściej. Kiedy skończy się ta „czarna seria” i co jest przyczyną częstych kolizji? Na odpowiedź na te pytania niestety musimy cierpliwie czekać. Miejmy nadzieję, że zarówno ostatni wypadek limuzyny MON, jak również wcześniejsze wypadki, z udziałem najważniejszych osób w Państwie niedługo doczekają się ostatecznego wyjaśnienia.

Przeczytaj również:

Politycy po alkoholu – komu zdarzyło się jechać na podwójnym gazie?