Progi zwalniające – bezpieczeństwo – przekleństwo?

1
949
progi zwalniające
źródło: wikipedia.org

Cała Europa, jak się wydaje, odchodzi od tego pomysłu. A my wciąż montujemy nowe p8rogi zwalniające

Ustawodawca i zarządcy dróg od lat zadają sobie wiele trudu, aby zwiększyć bezpieczeństwo w podróży. Podstawowym obszarem, jaki leży w zakresie zainteresowań jest oczywiście prędkość – zwłaszcza w miejscach szczególnie niebezpiecznych. Czasem jest to ulica w bezpośrednim pobliżu szkoły czy przedszkola, czasami chodzi o nadzwyczajnie ruchliwy odcinek, po którym poruszają się również piesi – bywa że chodzi zwyczajnie o ograniczenie prędkości z uwagi na dziury w asfalcie. Nie ma co ukrywać, że takie sytuacje także się zdarzają. Oprócz rozwiązań takich jak fotoradar czy odcinkowy pomiar prędkości, całkiem niedawno odkryto również progi zwalniające. Czy to jest dobre rozwiązanie? Zdania są podzielone…

Drażliwy temat

Sławetny znak A-11a, który ostrzega: „uwaga – progi zwalniające w pobliżu“, wielu kierowcom podnosi ciśnienie. Nie chodzi o to, że jadą zbyt szybko albo za bardzo niebezpiecznie, o nie. Najczęściej progom towarzyszą znaki dodatkowego ograniczenia prędkości, na przykład do 20 km/h, co w wielu miejscach jest zwyczajną przesadą.

progi zwalniające

Ale o tym, jak bardzo niedostosowane są ograniczenia prędkości do miejsc w których stoją znaki, powieść można napisać. Trylogię nawet. Nawet, jeśli nie ma znaku, przed tak zwanym „leżącym policjantem“ i tak trzeba zwolnić, często dość nagle. A gdy na odcinku kilkusetmetrowej ulicy położą się tacy „policjanci“ we dwóch albo trzech… każdy wie, że od samego hamowania i przyspieszania może zawrócić się w głowie. Dlatego progi zwalniające dla kierowców są raczej uciążliwością, niż narzędziem zwiększającym bezpieczeństwo.

Standard europejski

Prawda jest taka, że nie ma żdanego standardu budowy progów zwalniających. Każdy zarządca drogi wykonuje je tak, jak uważa. Jedni wykorzystują polbruk, inni leją asfalt, jeszcze inni zamawiają gotowe z tworzywa sztucznego. Każdy rodzaj, aby spełnić swoją rolę, musi być odpowiedniej wysokości – tak żeby kierowca po prostu musiał zwolnić. Europejska tendencja od kilku lat jest taka, że odchodzi się raczej od budowy nowych i wycofuje stare tam, gdzie nie ma ewidentnej potrzeby. W pobliżu szkół czy szpitali owszem, są. Ale odpowiednio oznakowane, by kierowca mógł wcześniej dostosować styl jazdy i nie musiał hamować nagle. Dlaczego? Ponieważ badania wskazują, iż progi zwalniające powodują nadmierne zużycie zawieszenia i układu hamulcowego oraz emisję pyłu, który wydziela się gdy naciśnięty zostaje hamulec. Wszystko to składa się na negatywną ocenę relacji korzyści do kosztu tego rozwiązania. Standard europejski jest więc taki, że progi zwalniające odchodzą do lamusa.

Ale nie u nas. W Polsce sukcesywnie przybywa „leżących policjantów“, które obok wszechobecnych rond i rondek stanowią najczęstszy chyba obiekt żartów – ale i przeklinań. Udowodniono, że najbardziej korzystna dla środowiska jest jazda ze stałą prędkością, a nagłe hamowanie i przyspieczanie nie służy ani kierowcom, ani samochodom. Czy powoduje, że w okolicy jest bezpieczniej? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie będzie kluczowa dla oceny progów zwalniających.

Bezpieczeństwo czy przekleństwo?

Bezpieczeństwo jest ważne. Prędkość jest w oczywisty sposób powodem licznych wypadków i kolizji. Tam, gdzie poruszają się piesi – w szczególności dzieci – bezwzględnie powinno się ograniczyć prędkość samochodów na wszelkie możliwe sposoby. Jeśli progi zwalniające są skuteczne, powinny oczywiście pozostać. Pod warunkiem, że nie powodują tak wielu zastrzeżeń w innych obszarach. Inne narzędzia zwiększające bezpieczeństwo na drodze również można wykorzystać dla poprawy komfortu osob poruszających się po chodnikach i wzdluż jezdni. Czy musi to być „leżący policjant“? Cała Europa, jak się wydaje, powoli zdaje sobie sprawę, że nie. Być może i my pójdziemy po rozum do głowy, zdejmując kierowcom nieco nerwów, których i tak na drodze nie brakuje. A może uda się tym samym ograniczyć nieco agresję na drodze?

Agresja na drodze – coraz więcej, coraz częściej