Polonez FSO – światowe tournee naszej gwiazdy

2
387
Polonez FSO
źródło: wikipedia.org

W sumie naliczono ponad czterdzieści krajów, do których udał się Polonez FSO z misją propagowania polskiej myśli motoryzacyjnej.

Wspaniale jest powspominać czasy, gdy po polskich drogach jeździły polskie auta. Nawet jeśli nie do końca były naszym autorskim pomysłem, coś się jednak w tej polskiej motoryzacji działo. Z taśm produkcyjnych schodziły samochody z logo na którym widniał symbol FSM lub FSO, ostatecznie dopisek „p“ na końcu nazwy Fiata 125 czy 126. Polonez FSO podbił serca rodaków bez dwóch zdań – nie tylko dlatego że należał do rodzimej produkcji. Miał w sobie „to coś“. Taką iskrę, która kazała go kochać, mimo oczywistych mankamentów. I tak właśnie było.

Biznesowe niuanse

Polskie władze okresu PRL owszem, były dumne z sukcesów własnej motoryzacji. Starały się tak sterować tą częścią gospodarki, żeby z jednej strony nie przesadzić i nie razić w oczy innych Przyjaciół z bloku socjalistycznego. Z drugiej zaś, nie dało się nie wykorzystać potencjału jaki drzemał w fabrykach i zespołach konstrukcyjnych. Polonez FSO, jako hit rynkowy wewnątrz Polski Ludowej, nie był więc na siłę promowany w krajach sąsiednich – choć z pewnością byłaby to doskonała decyzja handlowa. Politycznie, bardziej opłacało się prowadzić rozmowy z takimi partnerami, jak Wielka Brytania, Grecja, Chiny – czy nawet Egipt.

I tak się właśnie działo. Z jednej strony Partia nie wchodziła w paradę czechosłowackiej Skodzie, czy radzieckiej Ładzie – z drugiej: poszukiwano rynków zbytu w krajach płacących dewizami. Dolary, płynące z dalekich Chin, okazały się całkiem niezłym rozwiązaniem.

Polonez FSO – zestawy na eksport

Lata osiemdziesiąte XX wieku przyniosły dynamiczny wzrost aktywności polskich władz na dalekich rynkach. Turnee zagraniczne naszej legendy rozpoczęło się od RFN, Holandii, Hiszpanii czy Francji, a skończyło… w Egipcie. To był naprawdę dobry czas. W 1982 roku w egipskiej fabryce Nasr rozpoczęto składanie naszych produktów. Zestawy eksportowane były z Polski, a Polonez FSO był montowany w tejże fabryce – i ruszał na tamtejsze drogi. Auto spodobało się – siedemnaście tysięcy szczęśiwych egipskich kierowców stało się posiadaczami auta polskiej marki Polonez. Samochód zaskarbił przychylność tamtejszych użytkowników niesamowicie miękkim zawieszeniem i bardzo wygodnymi fotelami, zarówno kierowcy, jak i pasażerów z tyłu. Auto doskonale dawało się na taksówkę, co skrzętnie wykorzystano. Do dziś w Egipcie jeżdżą nasze Polonezy.

Chiński wątek jest zgoła inny. Tutaj, choć współpraca Chińskiej Republiki Ludowej z socjalistyczną władzą w Polsce zakładała nieco inny wariant, Polonez FSO został, chińskim zwyczajem, podrobiony. Efekt trochę wygląda jak nasze auto, a trochę nie. Nie sposób jednak nie rozpoznać polskiej sylwetki w chińskim produkcie o marce Yituo. Produkowany w Pekinie wyrób polonezopodobny nie spotkał się jednak z dużym zainteresowaniem na tamtejszym rynku. Powód? Niestety jakość – czyli wszystko się zgadza. Podróbka nie jest dobrym rozwiązaniem również w tym przypadku. W 1995 roku Chińczycy zaprzestali dalszej produkcji. Współcześnie po tej przygodzie właściwie nie ma już w Chinach śladu – kiepskie podzespoły i wykonanie nie przetrwało próby czasu.

Prawdziwie światowe tournee

Oprócz Chin i Egiptu, Polonez FSO zagościł również w wielu krajach europejskich i nie tylko. Doskonale przyjęto go w Wielkiej Brytanii, skandynawskie drogi również swojego czasu zapełniły się eksportowanymi doń Poldkami. Nawet w dalekich północnych krańcach Finlandii pojawiały się te modele. Belgia i Holandia także zamawiały ten flagowy polski produkt.

W sumie naliczono ponad czterdzieści krajów, do których udał się Polonez z misją propagowania polskiej myśli motoryzacyjnej. Brazylia, Urugwaj, Kolumbia, Ukraina. Najbardziej popularne wersje eksportowe to silniki 1,6 bądź 1,4 Rover, a także diesel o pojemności 1,9. Co do wyposażenia, nie było oszałamiające – ale też w krajach, do których docierał, nie oczekiwano wiele. Chodziło o ładną sylwetkę, dobre właściwości jezdne, dużo miejsca wewnątrz i komfort jazdy. Te wymagania nas Polonez spełniał bez problemu.

Ciekawe, czy ten sukces powtórzyłby Nowy Polonez

Nowy Polonez 2015 – reaktywacja klasyka?