Ewolucja rynku motoryzacyjnego w Europie – gatunki niemal wymarłe

0
625
Ewolucja rynku motoryzacyjnego

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – czy jesteśmy skazani na SUVy?

Rynek motoryzacyjny podlega nieustannej ewolucji. Samochody zmieniają się z roku na rok, stając się coraz nowocześniejszymi, bezpieczniejszymi, szybszymi. Niczym w naturze, ewolucji towarzyszy selekcja naturalna, skazująca na śmierć jednostki słabsze, a właściwie wyrok ogłaszamy my, klienci, jak zahipnotyzowani słuchający marketingowego bełkotu wielkich koncernów. Niektóre segmenty bezpowrotnie zniknęły z rynku, wiele już wkrótce czeka ten sam los, by finalnie ofertę tworzyły… postawione na szczudłach karykatury. Przesada? Niekoniecznie. Wystarczy przypomnieć sobie, jak w latach 90. wyglądało portfolio dowolnego producenta. Zestawmy to z aktualną ofertą tej samej marki, a łatwo zrozumiemy, w którą stronę to wszystko zmierza. Ewolucja rynku motoryzacyjnego, zwłaszcza na Starym Kontynencie, przybiera bezwzględną postać.

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – VANy… były fajne!

Ewolucja rynku motoryzacyjnego - ostatni prawdziwy Espace
Ewolucja rynku motoryzacyjnego – ostatni prawdziwy Espace

Gdyby kilka lat temu ktoś powiedziałby mi, że dziś napiszę powyższe słowa, kazałbym mu puknąć się w głowę, najlepiej młotkiem. VANy nie mogą być fajne. Jednobryłowe nadwozia nie mają w sobie za grosz seksapilu. Bokiem tym nie polatasz, a to, że możesz zabrać na pokład siedem osób? #nikogo. Czy na pewno?

Teraz, kiedy na moich skroniach zaczyna wykwitać “szlachetna” siwizna, nieco inaczej spoglądam na ten temat. W długiej trasie, każda wada VANa, którą dostrzega młody kierowca, przeistacza się w jego największą zaletę. Komfortowe zawieszenie, ogrom przestrzeni, luksusowe wyposażenie, wielki bagażnik – czy można wyobrazić sobie lepsze warunki do długiej podróży? Nie, nie można. Czy duża rodzina może liczyć na podobny komfort w jakimkolwiek innym samochodzie? Nie, nie może. Jasne, trudno się nie zgodzić, że europejskie VANy nie zapewniają takiej wygody w trzecim rzędzie siedzeń, jaką oferują ich amerykańscy kuzyni. Ale w wielu przypadkach, na tych fotelach i tak może zasiąść ktoś wyższy niż dwulatek i niekoniecznie będzie temu towarzyszyć nieustające narzekanie. Tym bardziej zaskakujące jest, że nagle zapragnęliśmy kupować samochody znacznie mniej funkcjonalne.

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – wolimy mniej za więcej?

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – duże VANy to niemal wymarła klasa

Renault Espace, europejski prekursor segmentu, kiedyś rodzinny autobus z prawdziwego zdarzenia, zwłaszcza w wersji Grand. Każda generacja modelu była nadzwyczaj udana (użyty w tym zdaniu czas przeszły to nie pomyłka), a “czwórka” wspięła się na wyżyny swojej “vanowatości”, tworząc klasowy wzór. Niezwykle komfortowe, a przy tym całkiem pewne i bezpieczne zawieszenie, masa miejsca, ogromne powierzchnie przeszklone, dodatkowo potęgujące wrażenie przestrzeni, mnóstwo schowków, świetne wyposażenie. Pewnie, można szydzić z vanów, ale będzie to analogicznie nieszczere, co oficjalny stosunek większości Polaków do naszego muzycznego dobra narodowego – disco polo. Nikt nie słucha, wszyscy gardzą, ale każdy zna teksty. Espace, jak i inne duże VANy, to właśnie taki disco polowy szlagier – niby wstyd, niby dla ludzi bez gustu, ale jakoś tak przyjemnie spędza się z nim czas.

A teraz zadajmy sobie pytanie, ile VANa zostało w najnowszej generacji Espace? Designerski majstersztyk, bo klasy temu autu odmówić nie można, nie ma już nic wspólnego ze swoim pierwowzorem. Funkcjonalność poświęcono dla stylu, co wyraźnie czuć we wnętrzu. Jest ładniej (choć to oczywiście kwestia bardzo subiektywna), ale zdecydowanie ciaśniej. Funkcjonalność? Za umieszczenie uchwytów na kubki w miejscu, w którym zostały umieszczone, ktoś powinien stracić pracę. Trzeci rząd foteli? Dyplomatycznie przemilczę ten temat. Ale Renault ma na to wszystko bardzo dobre ich zdaniem wytłumaczenie, bo najnowszy Espace to już nie VAN, a, o zgrozo, crossover (jak ja nienawidzę tego słowa!). Zresztą, to samo stało się z jego mniejszym bratem. Pytam, komu przeszkadzały wspaniałe tylne fotele, które oferował stary, poczciwy Scenic drugiej generacji?

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – zwycięzca nie zawsze wygrywa

Renault przerabia VANy na crossovery, za to większość producentów w ogóle wyrzuca duże jednobryłowce ze swojej oferty. Citroen C8 i Peugeot 808 to już tylko wspomnienie, a takie przykłady można mnożyć i mnożyć. Fantastyczny Ford S-Max i Galaxy to już niemal przeszłość. Na placu boju pozostali już tylko nieliczni, jak VW Sharan i jego hiszpański bliźniak. A wszystko to w imię… SUVów. To zaskakujące, że daliśmy sobie wmówić, że samochody droższe, ciaśniejsze, zdecydowanie mniej funkcjonalne, bardziej paliwożerne i zdecydowanie gorzej prowadzące się, są bardziej wartościowe dla rodziny. Nie, nie chcę demonizować pseudoterenówek, samochody z nieco większym prześwitem i napędem wszystkich są potrzebne na rynku.

Rzecz w tym, że zdecydowana większość klientów wybiera opcję 2wd, co znaczy tylko tyle, że w nosie mają ich potencjalną dzielność na zabłoconych drogach. Traktujemy SUVy jako bardziej prestiżową alternatywę dla VANów i w taki właśnie sposób je wykorzystujemy. Tyle tylko, że te drugie, wszystko robią lepiej. Przestrzeń? 1:0 dla VANów. Funkcjonalność? 2:0. Ekonomiczność? 3:0. Prowadzenie? 4:0. Na niemieckiej autostradzie, nie miałem oporów, żeby rozpędzić Forda Galaxy do 190 km/h. I co? Zupełnie nic. Samochód zachowywał się równie dobrze (czyli stabilnie i przewidywalnie), co zwykły sedan, dodajmy – dobry sedan. Ta sama prędkość przyprawi o dreszcze w przeważającej większości dużych SUVów, wyłączając Porsche Cayenne, BMW X5 itd, ale to już zupełnie inna liga cenowa. Koniec końców, VANy czeka smutny koniec, to pewne. Taki sam, jaki spotkał większość limuzyn segmentu E.

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – gdzie się podziały tamte limuzyny?

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – kiedyś BMW, Mercedes i Audi mieli wielu konkurentów

Renault 25, Safrane, Vel Satis. Peugeot 605 i 607. Citroen XM i C6. Ford Scorpio. Opel Omega. Jeszcze nie tak dawno temu, niemal każdy producent samochodów popularnych, chciał mieć w swojej ofercie sedana (niektórzy stawiali na liftbacki), który mógłby rywalizować z wielką niemiecką trójcą. W praktyce oznaczało to, że każdy, kto miał chrapkę na naprawdę fajny samochód, a nie na logo, za przyzwoite pieniądze mógł kupić rewelacyjnie wyposażone, niezwykle komfortowe, duże auto. Co zatem poszło nie tak? Dlaczego oferta w tym segmencie rynku ogranicza się tylko do marek, skategoryzowanych jako premium? Wszystko przez jedno słowo, którym jest prestiż.

Chyba każdy, kto choć raz miał okazję przejechać się limuzyną “dla ubogich” i jej odpowiednikiem spod znaku Audi, Mercedesa czy BMW, przyzna, że rzekoma przepaść, która oddziela te dwa światy, tak naprawdę jest iluzoryczna. Z własnego doświadczenia wiem, jak wspaniałym samochodem jest choćby Renault Safrane. Komfort klasy S w cenie dobrze wyposażonej klasy C. Całkiem niezła propozycja, prawda? No nie, a przynajmniej nie zdaniem większości odbiorców tego typu samochodów. Bo marka popularna nigdy nie przyniesie chwały na parkingu pod nowoczesnym biurowcem. Tyle tylko, że w obliczu rynkowej rzezi, która została dokonana na tych wspaniałych samochodach, to żadne tłumaczenie.

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – wszystko przez nasze postrzeganie samochodów

Ewolucja rynku motoryzacyjnego wymiotła z salonów wiele wspaniałych limuzyn

Dlaczego w Stanach Zjednoczonych, japońskie i koreańskie limuzyny segmentu E wciąż mają się dobrze? To kwestia postrzegania samochodu. Dla Amerykanina, limuzyna to Lincoln, Cadillac, Mercedes, BMW, Audi i Lexus. Cała reszta to po prostu samochody. Kupując Toyotę Camry, Amerykanin kupuje sedana. Nie limuzynę, po prostu sedana. A że ten oferuje prawie tyle samo, co większość limuzyn, kosztując przy tym nieporównywalnie mniej, to dodatkowy bonus. Gdyby europejski klient także wychodził z tego samego założenia, dziś moglibyśmy zachwycać się nowym Scorpio czy Omegą, na rynku wciąż byłaby obecna Maxima. Zamiast tego, mamy zapewnienia, że obecna klasa średnia niczym nie różni się od klasy wyższej. Dziękuję, ja wolę mieć wybór.

W tym kontekście, za odważną można uznać decyzję Toyoty o przywróceniu Camry na Stary Kontynent. Czy to daje nadzieję na wielki come back segmentu? Jedna jaskółka wiosny nie czyni, tym bardziej, że inne klasy i tak są bardziej rentowne dla producentów. Zgadza się, kolejny raz nawiązujemy do SUVów.

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – na co komu rama i reduktor?

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – legenda umarła, a następcy nie widać

Kiedyś wydawało się, że pewne rzeczy nie zmienią się nigdy. Terenowa ikona to terenowa ikona. Kropka. Tymczasem jaką przyszłość mają terenówki, kiedy ofertę jednej z największych legend segmentu, którą niewątpliwie jest Land Rover, tworzą wyłącznie SUVy? Po zaprzestaniu produkcji Defendera, angielski producent nie ma już modelu, który jakkolwiek nadawałby się do prawdziwej jazdy w prawdziwym terenie. Tak, tak, zarówno Discovery, jak i Range Rover, zajadą bardzo daleko, dalej niż większość ich właścicieli będzie miała odwagę zapuścić się. Ale mogą to zrobić tylko okazjonalnie. Nie wyobrażam sobie, że regularna terenowa jazda pozostanie bez wpływu na bogatą elektronikę, która w terenie jest tak samo przydatna, jak lakierki z podeszwą od traperów. Samonośne nadwozie? Tak, na asfalcie. Nie w terenie. Miechy pneumatyczne? Wolę porządny kawał stali, z całą pewnością będzie trwalszy.

O ile arystokratycznemu Range Roverowi można wybaczyć pewną terenową ułomność, to ostatnie generacje Discovery zasługują na surową krytykę. W założeniu producenta, Disco miało być pomostem między Rangem a Defenderem. I było, aż do trzeciej generacji, kiedy to stało się tylko mniej pretensjonalną alternatywą dla flagowego SUVa. A przecież mogło być tak pięknie. Dziś widziałbym Disco jako samochód pokroju Toyoty Land Cruiser – niezwykle cywilizowany, nowoczesny, ale wciąż z tradycyjnymi rozwiązaniami terenowymi, w którym szala mimo wszystko przechyla się na stronę off roadera. Zamiast tego mamy utalentowanego SUVa, który w większości przypadków nigdy nie opuści utwardzonej drogi. W tej niszowej już klasie, wciąż jeszcze pozostało kilka twardych samochodów, jak choćby świetny Ssang Yong Rexton. Ale ile z nich przetrwa, a ile zmieni się we własne karykatury?

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – SUV to wszystko, czego potrzebujemy?

Ewolucja rynku motoryzacyjnego – czy ktoś jeszcze tęskni za starą, dobrą ramą?

Konkluzja nasuwa się sama – niedługo podstawową oferty większości producentów, będą SUVy i crossovery. Wciąż jeszcze produkowane będą samochody do miasta, kompakty, średniaki, limuzyny, miejskie i kompaktowe VANy, sportowe coupe, ale oferta będzie znacznie uboższa niż obecna. Zresztą, to wszystko dzieje się na naszych oczach. Wystarczy przyjrzeć się ofercie choćby Nissana, Mitsubishi czy Citroena, z której bezwzględnie wypadają kolejne modele. Tego właśnie chcemy? SUVów i tylko SUVów?