Obrazek, który mówi wszystko. Finał Pucharu Polski.

Siedem goli, wielka dramaturgia i stadionowe emocje, jakich zazdrościć może Europa. Legia sięga po Puchar Polski, Pogoń znów musi przełknąć gorycz porażki.

493

Radio Bezpieczna Podróż online!

Słuchaj muzyki, rozmów oraz najnowszych serwisów informacyjnych. Możesz słuchać nas na wszystkich urządzeniach.

finał pucharu polski
To był wieczór Legii Na Narodowym

Warszawa, 2 maja 2025 – To był finał, o którym marzyły wszystkie drużyny od początku rozgrywek. PGE Narodowy stał się sceną nie tylko dla piłkarskiego widowiska na najwyższym poziomie, ale również dla głęboko symbolicznego obrazu – obrazu radości, ulgi i przeznaczenia. Legia Warszawa znów zwycięska, Pogoń Szczecin – kolejny raz z pustymi rękami.

Sekrety rządowej korespondencji. Prokuratura żąda głowy Michała Dworczyka.
Przeczytaj także
Sekrety rządowej korespondencji. Prokuratura żąda głowy Michała Dworczyka.
Zobacz →

Finał pełen ognia – dosłownie i w przenośni

Siedem bramek, nieprzewidywalne zwroty akcji, oprawy, których pozazdrościć mogliby kibice w Niemczech czy Anglii. Finał Pucharu Polski 2025 to piłkarskie święto z najwyższej półki. Gdyby ktoś szukał definicji „futbolowego spektaklu”, wystarczyłoby pokazać mu nagranie tego meczu.

Na trybunach – emocje buzujące do granic, tysiące gardeł śpiewających z pasją, pirotechnika, która – choć zakazana – rozświetliła niebo nad Narodowym. Na boisku – dramat Pogoni, która kolejny raz była blisko, ale jak zawsze – za daleko.

Legia ratuje sezon i… trenera?

Dla Legii Warszawa ten triumf to coś więcej niż kolejne trofeum. To ratunek – sportowy i wizerunkowy. Zwycięstwo w finale dało stołecznej drużynie przepustkę do eliminacji Ligi Europy, a to w obliczu słabego sezonu ligowego jest sukcesem z gatunku tych nie do przecenienia.

Najbardziej wpływowe osoby na świecie – wśród nich Donald Tusk
Przeczytaj także
Najbardziej wpływowe osoby na świecie – wśród nich Donald Tusk
Zobacz →

Dla Gonçalo Feio, trenera o gorącym temperamencie i bezsprzecznie dużym potencjale, może to być ostatni akord przy Łazienkowskiej. Mimo ćwierćfinału Ligi Konferencji i teraz Pucharu Polski – główny cel, mistrzostwo Polski, pozostał poza zasięgiem. W Legii to grzech ciężki. Czy dyrektor sportowy Michał Żewłakow i prezes Dariusz Mioduski zdecydują się dalej inwestować w portugalskiego szkoleniowca? Trudno wyrokować. Jeśli Feio odejdzie, zrobi to jednak z podniesioną głową.

Pogoń i jej przeklęty los

Zupełnie inny obraz po drugiej stronie barykady. Pogoń Szczecin znów przegrała finał – już piąty w historii. Klub z tak bogatą tradycją, z ogromną rzeszą wiernych kibiców, wciąż czeka na pierwsze poważne trofeum. W historii Ekstraklasy tylko Korona Kielce, spośród czołowych drużyn, może pochwalić się podobnym „antyrekordem”.

Nadzieje były ogromne. Kibice Pogoni licznie stawili się w Warszawie – wykupili nie tylko wszystkie przysługujące im bilety, ale też wiele wejściówek dla neutralnych fanów. Tysiące par, rodzin z dziećmi, starszych i młodszych fanów liczyło na zapisanie nowego rozdziału w historii klubu. Zamiast radości – rozczarowanie.

Chłodne relacje, gorąca chwila

Zwycięstwo Legii miało też wymiar symboliczny poza boiskiem. Po ostatnim gwizdku piłkarze, niepewni jeszcze niedawno reakcji trybun, podeszli do kibiców. Zostali przyjęci oklaskami, skandowano ich nazwiska. W ostatnich miesiącach relacje między drużyną a fanami były trudne, wręcz lodowate. Finał Pucharu Polski przyniósł ocieplenie. Jedność – choćby na chwilę – została przywrócona.

Pogoń, mimo kolejnej porażki w finale, nie powiedziała ostatniego słowa. Wciąż ma szansę na podium w lidze, co może dać upragnioną grę w europejskich pucharach. Traci zaledwie dwa punkty do Jagiellonii, z którą zmierzy się w bezpośrednim starciu. W Szczecinie nikt nie myśli o poddaniu się.

Dla Legii brak pucharów byłby katastrofą – sportową, finansową, wizerunkową. Triumf w Pucharze Polski daje jej drugie życie. Ale pytanie, czy to wystarczy, by zbudować na tym coś trwalszego?

Finał, który zapamiętamy

To był mecz, który miał wszystko – dramaturgię, gole, emocje, kibicowską oprawę, znakomite sędziowanie Szymona Marciniaka. Po raz pierwszy od 1998 r. w finale padło aż siedem bramek – rekord dla PGE Narodowego. Ale najwięcej powiedział obrazek z końcówki – Gonçalo Feio biegnący do narożnika, wtulający się w piłkarzy, świętujący jakby wiedział, że to jego ostatni raz.

Przeczytaj też o: Kosmos na ziemi: Barcelona i Inter w meczu, który zatrzymał czas.

Dziękujemy że przeczytałeś ten artykuł, przygotowany przez naszą redakcję składającą się z osób z niepełnosprawnościami.

Pierwsza w UE radiowa i portalowa redakcja z niepełnosprawnościami

Ponadto prowadzimy restaurację ZDRÓWKO którą wspiera Jarosław Uściński

Wspomoż fundację – Przekaż 1.5% podatku

Wspomoż fundację - Przekaż 1.5% podatku

Jesteśmy medium składającym się z osób z niepełnosprawnościami. Jeśli czytasz nasze wiadomości i podoba Ci się nasza praca to zostań naszym czytelnikiem.

Jak widzisz na naszym portalu nie ma żadnych reklam. Jest to możliwe dzięki takim jak TY.

  • Nr. rach. bankowego: 02 1750 0012 0000 0000 3991 4597
  • KRS: 0000406931
  • NIP: 5361910140

Przekaż nam swoje 1,5% a dzięki temu nadal nie będziemy zamieszczać reklam a TY będziesz czytał czysty tekst mając świadomość że przyczyniłeś się do jego napisania.

No posts to display