
To był mecz kompletny. Mecz, o którym będzie się mówiło latami. Polacy zagrali koncertowo, rozbijając Włochów 3:0 (25:22, 25:19, ponadto 25:14) w finale Ligi Narodów i po raz kolejny zapisując się złotymi zgłoskami na kartach historii światowej siatkówki. Nawet brak Tomasza Fornala nie zdołał zatrzymać rozpędzonej polskiej maszyny, która w wielkim finale nie tylko się nie zatrzymała — ona zmiażdżyła europejskiego giganta.
Mistrzowie bez litości. Finał jak z bajki
Podopieczni Nikoli Grbicia nie mogli zagrać lepiej. Każdy element siatkarskiego rzemiosła funkcjonował perfekcyjnie: od serwisu, przez przyjęcie i rozegranie, a także blok i kończące ataki. Gwiazdą meczu był bez dwóch zdań Wilfredo Leon, który po dwóch przeciętnych występach wrócił w wielkim stylu. Ponadto jego atomowe ataki rozrywały włoską obronę na strzępy, a każdy zdobyty przez niego punkt podcinał skrzydła rywalom.
Ale to nie był mecz jednego aktora. Kamil Semeniuk, który wskoczył do pierwszej szóstki w miejsce Fornala, nie tylko udźwignął presję, ale rozegrał jedno z najlepszych spotkań w narodowych barwach. Jakub Kochanowski rządził na środku siatki, a jego bloki i szybkie ataki były ozdobą finału. W obronie zaś czarował Szymon Popiwczak, który wielokrotnie podnosił piłki, które dla większości zawodników byłyby stracone.
Potężny początek, jeszcze mocniejsze zakończenie
Już pierwsze piłki pokazały, że Polacy są niesamowicie skoncentrowani. Efektowny blok Kewina Sasaka, kończące ataki Semeniuka, znakomite reakcje w obronie — to wszystko budowało przewagę, którą biało-czerwoni umiejętnie kontrolowali. Choć Włosi walczyli, doprowadzając do remisu w pierwszym secie, to w decydujących momentach to Polacy pokazali większy spokój i jakość. Set zakończony atakiem Semeniuka był zwiastunem tego, co miało nastąpić.
Druga partia to demonstracja siły. Choć Włosi zdołali wrócić do gry po kilku punktach z rzędu, ich chwile chwały były krótkotrwałe. Błędy ustawienia, popsute zagrywki i coraz bardziej nerwowa gra nie pozostawiały złudzeń. Polska nie tylko utrzymała prowadzenie — rozwinęła skrzydła, wygrywając 25:19.
A trzeci set? To już była deklasacja. Polacy grali na pełnym luzie, nie dając rywalom najmniejszych szans. Blok, zagrywka, atak — wszystko działało jak w zegarku. Włosi nie potrafili już odpowiedzieć, a nasi reprezentanci punkt po punkcie rozbijali ich mentalnie i fizycznie. Zakończenie meczu atakiem Szymona Jakubiszaka było symbolicznym przypieczętowaniem triumfu nad siatkarską potęgą.
Statystyki mówią same za siebie
- 3:0 w finale z Włochami
- 3:0 z Brazylią w półfinale
- 3:0 z Japonią w ćwierćfinale
Zero straconych setów w fazie pucharowej — to nie jest przypadek. To dominacja. To wyraz siły, dyscypliny taktycznej i zgrania na najwyższym możliwym poziomie. Nikola Grbić po raz kolejny udowodnił, że potrafi przygotować zespół na najważniejsze mecze.
Polska siatkarską potęgą
To złoto nie tylko cementuje pozycję Polski jako jednej z największych siatkarskich potęg świata. To także dowód, że mamy niesamowitą głębię składu. Nawet bez jednej z kluczowych postaci, jaką jest Tomasz Fornal, potrafimy zdominować finał turnieju tej rangi.
To zwycięstwo jest efektem lat ciężkiej pracy, dobrze funkcjonującego systemu szkolenia i kultury zwyciężania, którą ta drużyna ma w DNA








































