
Gdy wojsko jest ślepe, granicę przelatują drony przemytników. Noc z 9 na 10 września 2025 roku była szokiem. Blisko dwadzieścia rosyjskich dronów wojskowych bezkarnie naruszyło naszą przestrzeń powietrzną, wywołując ogólnonarodową debatę o stanie polskiej obrony przeciwlotniczej. Gdy politycy i generałowie zapewniają, że wyciągają wnioski i wzmacniają flankę NATO, w cieniu tej dyskusji trwa proceder, który obnaża tę samą słabość w znacznie bardziej prozaiczny, lecz równie niebezpieczny sposób. Mowa o przemycie.
Dla zorganizowanych grup przestępczych operujących na naszej wschodniej granicy, “dziurawe niebo” nie jest żadnym odkryciem. To codzienność i model biznesowy. Od lat wykorzystują one drony do przerzucania kontrabandy, głównie papierosów, z Białorusi i Ukrainy. I robią to z niepokojącą skutecznością.

Cichy kurier, gwarantowany zysk – Gdy wojsko jest ślepe, granicę przelatują drony przemytników.
Mechanizm jest banalnie prosty. Operator po stronie białoruskiej lub ukraińskiej podczepia do komercyjnego, często zmodyfikowanego drona, pakunek o wadze od kilku do nawet kilkudziesięciu kilogramów. Następnie wprowadza do systemu współrzędne GPS po polskiej stronie – może to być leśna polana, opuszczony magazyn czy nawet pole kukurydzy. Dron startuje, wznosi się na niski pułap i w miarę cicho, pod osłoną nocy, leci do celu. Tam zrzuca towar, a odbiorca, czekający w umówionym miejscu, po prostu go podnosi.
Straż Graniczna regularnie informuje o udaremnionych próbach, chwaląc się przechwyceniem towaru wartego kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Każdy funkcjonariusz pracujący na granicy przyzna nieoficjalnie, że wykrywalność jest dramatycznie niska. Przestępcy, podobnie jak wojskowi planiści, doskonale rozumieją ograniczenia systemów radarowych. Dron lecący na wysokości 50 metrów, między drzewami, jest dla potężnych radarów wojskowych, zaprojektowanych do śledzenia myśliwców i rakiet, praktycznie niewidoczny.
Gdy wojsko jest ślepe, granicę przelatują drony przemytników. Skoro wojskowe drony o znacznie większej sygnaturze radarowej potrafią przelecieć setki kilometrów w głąb kraju, zanim skończy im się paliwo, to co dopiero mały, komercyjny dron przemytniczy na krótkim, kilkukilometrowym odcinku transgranicznym? Szacunki mówiące o 80% skuteczności takich operacji, choć nieoficjalne, przestają szokować. Stają się przerażająco logiczne.

Od papierosów do broni. Granica, której nie ma – Gdy wojsko jest ślepe, granicę przelatują drony przemytników.
Można by machnąć ręką – w końcu chodzi “tylko” o papierosy, które uszczuplają budżet państwa. To jednak skrajnie naiwne i krótkowzroczne myślenie. Skoro ten kanał przerzutowy jest tak skuteczny i sprawdzony, zmiana asortymentu jest tylko kwestią ceny i zleceniodawcy.
Pomyślmy: dron, który dziś przenosi 20 kilogramów papierosów, jutro z tą samą łatwością może przenieść:
- Narkotyki: Skoncentrowane, twarde narkotyki o ogromnej wartości rynkowej.
- Broń i amunicję: Kilka karabinków, pistolety, amunicja dla grup przestępczych lub terrorystycznych.
- Materiały wybuchowe: Plastyczny materiał wybuchowy do przeprowadzenia ataku terrorystycznego lub aktu sabotażu na infrastrukturę krytyczną.
- Elementy szpiegowskie: Sprzęt do nielegalnego podsłuchu, dane wywiadowcze, brudne pieniądze.
To nie jest scenariusz z filmu sensacyjnego. To realne zagrożenie, na które nasza bierność i skupienie wyłącznie na zagrożeniach militarnych tworzy szeroko otwarte drzwi. Grupy przestępcze i obce służby widzą dokładnie to samo, co my zobaczyliśmy po incydencie z 9 września: nie kontrolujemy w pełni własnej przestrzeni powietrznej na niskim pułapie.
Paranoja? Nie, trzeźwa ocena ryzyka
Incydent z rosyjskimi dronami był brutalnym przebudzeniem. Pokazał, że nasze wielomiliardowe inwestycje w zaawansowane systemy obronne nie rozwiązują problemu tanich, wolno lecących obiektów. Przemytnicy udowadniają to każdej nocy na znacznie mniejszą, ale równie groźną skalę.
Polska musi natychmiast potraktować zagrożenie z powietrza na niskim pułapie jako priorytet, zarówno w wymiarze militarnym, jak i bezpieczeństwa wewnętrznego. Potrzebujemy gęstej sieci sensorów – nie tylko wielkich radarów, ale też systemów pasywnych, akustycznych i optoelektronicznych – dedykowanych do wykrywania małych obiektów. Potrzebujemy tanich i skutecznych środków neutralizacji: systemów zagłuszających (jammerów), broni energetycznej czy nawet dronów przechwytujących.
Bez tego nasze niebo pozostanie dziurawe. A tę dziurę będą bezlitośnie wykorzystywać wszyscy – od wrogiego mocarstwa testującego nasze granice, po zwykłego przemytnika, który wie, że jego “cichy kurier” ma ogromną szansę na bezpieczne dotarcie do celu. Dziś z paczką papierosów. A jutro? Strach pomyśleć.
Gdy wojsko jest ślepe, granicę przelatują drony przemytników.
Polska musi natychmiast potraktować zagrożenie z powietrza na niskim pułapie jako priorytet, zarówno w wymiarze militarnym, jak i bezpieczeństwa wewnętrznego. Potrzebujemy gęstej sieci sensorów – nie tylko wielkich radarów
#DronyPrzemytników #kontrabanda #PrzemytDronami #ŚlepeSłużby #SubstancjePsychoaktywne








































