
Na najnowszym posiedzeniu Komisji Polityki Społecznej i Rodziny zapadła decyzja, która może w istotny sposób wpłynąć na dalszy los ustawy o asystencji osobistej. W atmosferze sporów, emocji i napięć posłowie zdecydowali o powołaniu Podkomisji Nadzwyczajnej, która ma zająć się trzema równolegle procedowanymi projektami: rządowym (druk nr 1929), prezydenckim (druk nr 316) oraz poselskim (druk nr 1933). Decyzja ta – choć formalnie uzasadniana potrzebą rzetelnej pracy – natychmiast wywołała oskarżenia o próbę opóźnienia i rozwodnienia procesu legislacyjnego.
Wspólne rozpatrzenie projektów i wybór wiodącego.
Komisja niemal jednomyślnie zdecydowała, że trzy projekty ustawy o asystencji osobistej będą procedowane łącznie. Miało to ułatwić spójne wypracowanie jednego aktu prawnego, integrującego propozycje rządu, posłów oraz Prezydenta RP. Dużo większe emocje wzbudziło jednak głosowanie nad wyborem projektu wiodącego.
Decyzja, by to projekt rządowy stał się podstawą dalszych prac, wywołała gwałtowną reakcję części posłów, którzy publicznie kwestionowali zasadność takiego wyboru. Ostatecznie jednak większość opowiedziała się za projektem rządowym, zamykając ten etap dyskusji.
Spór o konieczność powołania nowej podkomisji.
Największe napięcia pojawiły się w momencie, gdy posłanka Joanna Frydrych złożyła formalny wniosek o powołanie Podkomisji Nadzwyczajnej. Jak argumentowała:
– Jest to niezwykle ważna ustawa i musi być przeprocedowana bardzo rzetelnie. Do dyskusji należy dopuścić również osoby z niepełnosprawnościami, które staną się beneficjentami tej ustawy.
Słowa te spotkały się z natychmiastowym sprzeciwem ze strony posłanki Urszuli Ruseckiej. Jej zdaniem powoływanie nowego ciała jest zbędne, bo istnieje już podkomisja ds. osób z niepełnosprawnościami, której przewodniczy posłanka Maja Nowak.
– Nie rozumiem, czemu tworzymy kolejną podkomisję. (…) Powołując Podkomisję Nadzwyczajną tworzymy jedynie kolejny byt oraz kolejne koszty. Wydaje mi się, że są to działania, które zmierzają do tego, by opóścić rozpatrzenie tego projektu – argumentowała Rusecka.
W podobnym tonie wypowiedziała się posłanka Joanna Borowiak, ostrzegając, że dodatkowa podkomisja może doprowadzić do „zakopania” ustawy i znacząco opóźnić jej finalizację.
Powołanie podkomisji – decyzja zapadła.
Pomimo sprzeciwu części posłów, w głosowaniu rozstrzygnięto jednoznacznie: Podkomisja Nadzwyczajna została powołana. Za jej utworzeniem opowiedziało się 19 posłów, przeciw było 15, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Czy nowa podkomisja przyspieszy prace, czy je rozmyje?
Oficjalnym celem powołania Podkomisji Nadzwyczajnej jest „rzetelne przeprocedowanie ustawy”, co ma obejmować wysłuchanie środowiska osób z niepełnosprawnościami. Jednak w dyskusji – również publicznej – coraz wyraźniej pobrzmiewa inna kwestia. Czy nie jest to krok, który zamiast uporządkować, rozciągnie i skomplikuje proces legislacyjny?
Argument o dublowaniu kompetencji wydaje się istotny. Skoro istnieje już podkomisja wyspecjalizowana w tematyce osób z niepełnosprawnościami, czy tworzenie nowej naprawdę usprawni prace? Krytycy twierdzą, że wręcz przeciwnie – powstanie nowego ciała może rozmyć odpowiedzialność i rozciągnąć procedowanie ustawy, która ze względu na swoje znaczenie społeczne powinna zostać uchwalona sprawnie i bez zbędnej zwłoki.
Zwolennicy podkomisji zaznaczają jednak, że ustawa o tak dużym wpływie na życie osób z niepełnosprawnościami wymaga najwyższego poziomu konsultacji i staranności. Powołanie dodatkowej podkomisji ma – ich zdaniem – dać gwarancję, że żadna istotna kwestia nie zostanie pominięta.
Wnioski?
Decyzja o powołaniu Podkomisji Nadzwyczajnej może okazać się zarówno szansą, jak i ryzykiem dla ustawy o asystencji osobistej. Z jednej strony daje przestrzeń do pogłębionej analizy i konsultacji społecznych. Z drugiej – rodzi obawy o spowolnienie prac i rozproszenie odpowiedzialności.
To, które z tych przewidywań okaże się trafne, zależeć będzie przede wszystkim od tempa i efektywności pracy podkomisji. Ustawa, na którą czekają tysiące osób z niepełnosprawnościami, potrzebuje nie tylko rzetelności, ale i decyzyjności. A tej – jak pokazała burzliwa dyskusja – wciąż brakuje.








































