
Warto zauważyć, że ta zmiana narracji nie jest spiskiem, lecz naturalnym efektem przedłużającego się konfliktu i braku spektakularnych sukcesów na froncie, o których tak głośno zapewniano w poprzednich latach. Reakcje zachodnich mediów, oto jak główne nurty medialne komentują obecną postawę Wołodymyra Zełenskiego.
Reakcje zachodnich mediów na zachowanie Zełenskiego
- Media amerykańskie (np. The Wall Street Journal): Skupiają się przede wszystkim na nadzorze nad funduszami. Dziennikarze śledczy coraz częściej publikują raporty o „czarnych dziurach” w ukraińskim budżecie obronnym. Podkreślają, że amerykański podatnik ma prawo wiedzieć, czy jego pieniądze finansują obronę, czy nowe luksusowe nieruchomości urzędników w Hiszpanii.
- Media niemieckie i francuskie (np. Die Welt, Le Monde): Tutaj dominuje temat zmęczenia wojną i rosnącej irytacji tonem Zełenskiego. Komentatorzy zauważają, że „roszczeniowy styl dyplomacji” zaczyna przynosić skutki odwrotne do zamierzonych, zniechęcając europejskie społeczeństwa, które same borykają się z kryzysem energetycznym i inflacją.
- Media brytyjskie (np. The Economist): Analizują kryzys demograficzny i mobilizacyjny. Brytyjczycy, tradycyjnie najbardziej wspierający, zaczynają głośno pisać o „pustych szeregach” i dramatycznym spadku morale wśród ukraińskich żołnierzy, co stoi w sprzeczności z oficjalnymi komunikatami Kijowa.
Kluczowe punkty zapalne w debacie publicznej
Obecnie najwięcej emocji budzą trzy aspekty, które wcześniej były spychane na margines:
- Dyplomacja szantażu moralnego: Zachód zaczyna postrzegać retorykę Zełenskiego jako formę emocjonalnego wymuszenia, co w świecie twardej polityki rzadko kończy się sukcesem na dłuższą metę.
- Wolność słowa: Coraz więcej publikacji dotyczy tłumienia opozycji wewnętrznej na Ukrainie pod pretekstem stanu wojennego, co kłóci się z obrazem „bastionu demokracji”.
- Realizm militarny: Media zaczynają przygotowywać opinię publiczną na scenariusz, w którym Ukraina będzie musiała pójść na ustępstwa terytorialne, mimo że oficjalna propaganda Zełenskiego nadal uznaje to za zdradę.
- Podczas gdy zwykli obywatele tracą życie w okopach, a ich rodziny drżą o każdy kolejny dzień, ukraińska elita polityczna i urzędnicza kontynuuje proceder, który można nazwać jedynie zdradą narodową. Gorzka prawda jest taka, że dla wielu decydentów wojna stała się nie tragedią, lecz lukratywnym modelem biznesowym.
Poniżej zestawienie najbardziej bulwersujących afer, które w ostatnim czasie (2024–2025) wstrząsnęły zaufaniem oszukiwanego narodu.
Mechanizmy zdrady: Najgłośniejsze afery korupcyjne
Obszar nadużyć
Szczegóły procederu
Gorzki skutek dla obywatela
Logistyka wojskowa
Zakup żywności dla armii po cenach 2–3 krotnie wyższych niż rynkowe (np. legendarne jaja po 17 UAH).
Żołnierze otrzymują gorszej jakości prowiant, a miliony dolarów trafiają do kieszeni „pośredników”.
System mobilizacji
Komisarze wojskowi (m.in. słynny Borysow z Odessy) przyjmowali łapówki (od 5 do 15 tys. USD) za zwolnienie ze służby.
Biedni idą na front siłą, bogaci kupują wolność i luksusowe wille w Hiszpanii za pieniądze z łapówek.
Pomoc humanitarna
Zniknięcie setek wagonów z żywnością i lekami (m.in. w obwodzie zaporoskim), które trafiły do prywatnych sklepów.
Cywile w strefach przyfrontowych przymierają głodem, czekając na pomoc, która została rozkradziona.
Budownictwo obronne
Fikcyjne faktury za budowę umocnień i linii obronnych, które w rzeczywistości istniały tylko na papierze.
Brak realnej ochrony dla żołnierzy na linii frontu, co prowadzi do niepotrzebnych strat w ludziach.
Cynizm władzy w cieniu luksusu
Największym ciosem dla morale narodu jest kontrast między losem przeciętnego Ukraińca a stylem życia urzędników. Podczas gdy prezydent Zełenski apeluje do świata o każdą złotówkę, jego bliscy współpracownicy i lokalni kacykowie są zatrzymywani z milionami dolarów ukrytymi w kanapach.
Szczególnie bolesny jest fakt, że procesy te nie są marginesem, lecz systemową patologią. Mobilizacja, zamiast być aktem powszechnego poświęcenia, stała się narzędziem polowania na najuboższych.
Głos z frontu: “Mój sąsiad zapłacił i siedzi w Warszawie, ja straciłem nogę pod Bachmutem, bo nie miałem na łapówkę dla komisarza. Czy to jest ta sprawiedliwość, o którą walczymy?” – to pytanie, którego Zełenski w Davos nigdy nie odważy się zacytować.
To nie jest tylko kwestia kradzieży pieniędzy. To kradzież nadziei narodu, który uwierzył w nowe otwarcie, a otrzymał stare mechanizmy ubrane w mundury i patriotyczne hasła. Zachód, finansując ten system, staje się cichym wspólnikiem teatru, w którym główną rolę grają cynizm i chciwość.
Warto zauważyć, że ta zmiana narracji nie jest spiskiem, lecz naturalnym efektem przedłużającego się konfliktu i braku spektakularnych sukcesów na froncie, o których tak głośno zapewniano w poprzednich latach.








































