
Na pierwszy rzut oka wygląda jak żart. Pluszowy pieróg z czarnymi guzikami zamiast oczu i zawadiackimi wąsami, miękki, nieco pękaty, bardziej przypominający poduszkę niż klasyczną maskotkę. A jednak to właśnie ta niepozorna „Pieroguszka” stała się jednym z najbardziej nieoczekiwanych symboli tegorocznej Zimowej Olimpiady. Jej droga z niewielkiej pracowni w Katowicach na międzynarodową arenę to opowieść o przypadku, sile mediów społecznościowych i konsekwentnie realizowanej idei ekonomii społecznej.
Od lokalnego rękodzieła do olimpijskiej sceny
Za projektem stoi Spółdzielnia Socjalna Honolulu – mały, około dziesięcioosobowy zespół, który od lat łączy działalność gospodarczą z tworzeniem miejsc pracy dla osób z niepełnosprawnościami. To właśnie w ich pracowni powstają Pieroguszki, szyte ręcznie przez pięcioosobową ekipę.
Każda z nich wymaga kilkudziesięciu minut pracy: od wykrojenia materiału, przez zszywanie i wypełnianie, po przyszycie guzików i charakterystycznych wąsów. Nie ma tu taśmowej produkcji ani przemysłowej powtarzalności – każda maskotka ma w sobie ślad konkretnej pary rąk.
Przez lata Pieroguszki były sympatycznym, lokalnym produktem sprzedawanym głównie przez internet. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy jedna z olimpijek spontanicznie kupiła maskotkę i zabrała ją ze sobą na zawody. Pojawienie się pluszowego pieroga w olimpijskim kontekście natychmiast przyciągnęło uwagę.
Viral, który zmienił wszystko
Zdjęcia maskotki zaczęły krążyć w mediach społecznościowych, a internauci z różnych krajów próbowali dowiedzieć się, skąd pochodzi nietypowy pluszak. W krótkim czasie zainteresowanie przerodziło się w lawinę zamówień.
Do katowickiej spółdzielni zaczęły napływać zapytania z kraju i zagranicy, a także prośba o dosłanie kolejnych egzemplarzy do wioski olimpijskiej w Mediolanie. W efekcie cały zapas został wyprzedany. Obecnie na nowe Pieroguszki trzeba poczekać – niewielki zespół nie jest w stanie z dnia na dzień zwielokrotnić produkcji.
Pomysł z czasu pandemii
Fenomen maskotki ma jednak swoje korzenie kilka lat wcześniej. Spółdzielnia Socjalna Honolulu to nie tylko pracownia rękodzieła. Spółdzielnia prowadzi również lokal gastronomiczny Drzwi Zwane Koniem w centrum Katowic.
To właśnie w czasie pandemii, gdy działalność restauracyjna została wstrzymana, pojawiła się potrzeba znalezienia dodatkowego źródła dochodu. Rozwinięcie sprzedaży internetowej i postawienie na autorski produkt okazało się strategicznym krokiem. Pieróg jako motyw był naturalnym wyborem – silnie zakorzenionym w polskiej kulturze i rozpoznawalnym także poza granicami kraju.
Więcej niż maskotka
W wersji pluszowej pieróg zyskał nową tożsamość. Stał się jednocześnie żartobliwym gadżetem i nośnikiem poważnej idei. Dla osób z niepełnosprawnościami zatrudnionych w spółdzielni każda uszyta maskotka oznacza realną pracę, stabilność i poczucie sprawczości.
Olimpijska popularność nadała tej historii nieoczekiwany wymiar. Mała, lokalna inicjatywa została dostrzeżona na świecie bez kampanii reklamowej i bez wsparcia wielkich budżetów marketingowych. Wystarczył jeden spontaniczny gest, by projekt ekonomii społecznej znalazł się w centrum międzynarodowej uwagi.
Symbol z potencjałem
Dziś Pieroguszka jest czymś więcej niż pluszową poduszką. Stała się symbolem tego, że inkluzja może iść w parze z kreatywnością, a niewielka spółdzielnia z Katowic może stworzyć produkt, który wzbudzi emocje daleko poza granicami kraju.
W świecie masowej produkcji i globalnych marek to historia o tym, że rękodzieło, autentyczność i konsekwencja w działaniu wciąż mają siłę przebicia. A pluszowy pieróg z guzikowymi oczami i wąsami stał się niespodziewanym ambasadorem nie tylko polskiej kuchni, lecz także idei społecznej odpowiedzialności.








































