
Wypełniona po brzegi hala Torwar, ponad sześćdziesięciu siatkarskich przyjaciół, trzy sety widowiskowej gry i niezliczone łzy wzruszenia – tak wyglądało wielkie pożegnanie Andrzeja Wrony, jednego z najbardziej charyzmatycznych zawodników polskiej siatkówki XXI wieku. Mistrz świata z 2014 roku zakończył karierę w sposób, o jakim marzy każdy sportowiec – z klasą, wdzięcznością i rzeszą ludzi, którzy chcieli być częścią tego ostatniego, magicznego meczu.
Ostatni gwizdek – Warszawa kontra Reszta Świata
To był mecz tylko z pozoru. Na parkiecie nie było kalkulacji, presji czy taktycznych rozważań. Były za to emocje, śmiech, wspomnienia i siatkarska rewia. Drużyna Warszawy – złożona z zawodników klubów, w których Wrona grał przez lata – zmierzyła się z Resztą Świata, czyli reprezentantami reszty jego kariery: od AZS Częstochowa przez Delectę Bydgoszcz po Skrę Bełchatów i kadrę narodową.
Pierwszy set wygrała Warszawa 15:10, a ostatni punkt zdobył… libero Damian Wojtaszek, który pojawił się w ataku. Drugi set to popis Joanny Wołosz – siatkarskiej królowej rozegrania – która zaserwowała asa i pokazała, że w siatkówce nie ma miejsca na sztywne ramy. Warszawa znów górą – 15:9. Trzeci set, z udziałem niemal wszystkich gości benefisu, również padł łupem stołecznych (15:12), a spotkanie sędziował – z nieudawaną radością – Jakub Bednaruk.
Śmiech przez łzy – humor i serce Wrony
Trudno było nie dostrzec atmosfery wyjątkowości. Na parkiecie obok siebie stanęli zawodnicy, którzy przez lata tworzyli z Wroną drużyny – od juniorskiego KS Metro, przez AZS Politechnikę, Onico, aż po PGE Projekt Warszawa. Nie zabrakło też kultowych postaci reprezentacji Polski – Grzegorz Łomacz, Aleksander Śliwka, Michał Kubiak, Jakub Jarosz, Krzysztof Ignaczak i wielu innych. Z zagranicznych gwiazd wystąpili choćby Facundo Conte czy Srecko Lisinac.
Mimo powagi chwili, nie zabrakło też charakterystycznego dla Wrony dystansu i humoru. – „Robienie asów na facetach przychodzi mi łatwiej niż na kobietach” – zażartowała Joanna Wołosz, wywołując salwy śmiechu na trybunach. Conte przypadkiem zniszczył maskotkę w kształcie Wrony. – „Nadepnął i popsuł mojego Wronę” – śmiał się Wojciech Włodarczyk. Z kolei Jakub Kowalczyk, jego wieloletni kolega z boiska, przyznał: „Myślałem, że już się nie wzruszę, ale Andrzej musiał udowodnić, że byłem w błędzie”.
Cisza po ostatnim serwisie – i zastrzeżony numer „8”
Po ostatnim punkcie nastała cisza – nie z braku entuzjazmu, ale z potrzeby przeżycia tej chwili. Andrzej Wrona stanął na środku parkietu. Ponadto przyjął owację na stojąco i podziękował najważniejszym ludziom swojej siatkarskiej drogi – trenerom, kolegom, rodzinie, żonie Zosi i fanom. Jego głos się załamał, ale nikt nie miał mu tego za złe. To była prawdziwa, autentyczna emocja.
Na zakończenie, Piotr Gacek – wiceprezes PGE Projekt Warszawa – ogłosił, że numer „8”, z którym Wrona występował, zostaje zastrzeżony. To pierwszy taki przypadek w historii stołecznego klubu. Symboliczny gest. Wrona nie zagra już na parkiecie, ale jego duch pozostanie z drużyną na zawsze.
Siatkarska podróż Andrzeja Wrony – od juniora do mistrza świata
Urodzony w 1988 roku w Warszawie, Wrona rozpoczął swoją przygodę z siatkówką w KS Metro. Kolejne etapy jego kariery to Legia Warszawa, AZS Częstochowa, Delecta Bydgoszcz, Skra Bełchatów, a od 2016 roku – nieprzerwanie – Projekt Warszawa. To tu zdobył serca kibiców i status lokalnej legendy.
W reprezentacji Polski zadebiutował w 2013 roku. Rok później zdobył złoto mistrzostw świata, grając u boku m.in. Michała Winiarskiego i Mariusza Wlazłego. W 2019 roku wraz z kadrą przywiózł brąz z finałów Ligi Narodów w Chicago.
Mentor i ambasador: Wrona o młodych sportowcach
Wieczór zakończył się ważnym przesłaniem. Andrzej Wrona, już nie jako sportowiec, ale jako mentor, zwrócił się do młodych:
– „Nie bójcie się. Mnie kiedyś powstrzymał wstyd. Nie warto się zatrzymywać. Róbcie swoje i nie rezygnujcie ze swoich marzeń.”
To nie były puste słowa. Wrona przez lata stał się ikoną nie tylko siatkarskich parkietów, ale i całego środowisk jaka. Ponadto komentator, ambasador siatkówki i człowiek, który potrafił łączyć sportową powagę z autentyczną radością życia.
Nie żegnamy, mówimy: do zobaczenia
Ostatni mecz Andrzeja Wrony nie był końcem. Był celebracją. Był momentem, w którym sportowiec przechodzi z boiska do legendy. Jego “ósemka” zawisła symbolicznie nad Torwarem, a echo jego kariery jeszcze długo rozbrzmiewać będzie w polskiej siatkówce.
Dziękujemy, Andrzeju. Za punkty, śmiech, łzy.
Za serce do gry.
Ponadto przeczytaj o: Cień Grand Hotelu: Mroczna przeszłość Karola Nawrockiego.
Pierwsza w UE radiowa i portalowa redakcja z niepełnosprawnościami
Ponadto prowadzimy restaurację ZDRÓWKO którą wspiera Jarosław Uściński








































