
Łódź, Atlas Arena. Dziesięć tysięcy gardeł ryknęło jednym głosem. Magdalena Stysiak kończy drugą piłkę meczową, a Polska eksploduje! Polki wracają na podium Ligi Narodów, tym razem robiąc to w najbardziej spektakularny sposób – przed własną, oszalałą z radości publicznością!To był wieczór, który kibice będą wspominać latami. Emocjonalny rollercoster, sportowy odkupienie i historyczny moment – wszystko to zmieściło się w czterech setach, które rozgrzały Łódź do czerwoności.
Z popiołów półfinału do podium – narodziny drużyny z charakterem
Jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej Polki wydawały się zagubione. Włoszki zmiotły nas z parkietu w półfinale Ligi Narodów, wygrywając w trzech setach bez większego wysiłku. To nie była drużyna gotowa walczyć o medal – to był zespół potrzebujący impulsu. I znalazł go. Znów.
— „Co mamy zrobić? Wyprawiać teraz pogrzeb?” – rzucił z przekąsem trener Stefano Lavarini po półfinale. Jak się okazało, był to zaledwie przystanek na drodze do spektakularnego finału walki o brąz. Polki nie tylko się podniosły – one zmartwychwstały siatkarsko. A Japonki padły ich ofiarą.
Stysiak jak liderka z okładki – i to przeciw najtrudniejszym rywalkom
Czego brakowało wcześniej? Precyzji, spokoju, a przede wszystkim… siły rażenia Magdaleny Stysiak. Ale w meczu z Japonią wszystko zagrało. Liderka Biało-Czerwonych rozbiła japońską obronę, osiągając 55% skuteczności już w pierwszym secie – to była kanonada, a nie tylko atak. A trzeba podkreślić: Japonia to zespół, który piłkę z boiska zbiera niczym odkurzacz – ale tym razem nie miała na to czasu.
W całym meczu Polki zanotowały 10 punktowych bloków, rywalki… ani jednego. Mecz o brąz? Bardziej przypominał pokaz siły. A przecież to Japonki wyeliminowały wcześniej Turcję i zagrały 10 setów w zaledwie dwa dni.
Cierpliwość, serwis i… Czyrniańska
Największym testem była jednak czwarta partia. Japonki złapały rytm, chciały doprowadzić do tie-breaka. Ale wtedy na zagrywce pojawiła się Martyna Czyrniańska – i jak zaczarowana odcięła rywalki od komfortowego przyjęcia. Gdy Polki miały piłkę meczową, całe trybuny wstrzymały oddech. A kiedy Stysiak uderzyła po raz ostatni – wybuchła euforia.
Po 16 latach. Znowu w domu. Znowu z medalem
Ostatni raz Polki świętowały medal przed własną publicznością w 2009 roku. Również w Łodzi, również w Atlas Arenie. 16 długich lat minęło, zanim znów mogły unieść ręce w geście zwycięstwa na oczach kibiców w kraju. Wzruszona Malwina Smarzek jeszcze dzień wcześniej mówiła, że chce zdobyć medal nie dla samego podium, ale dla tych ludzi. Dotrzymała słowa.
A potem był jeszcze jeden moment, który wycisnął łzy. Joanna Wołosz, legendarna rozgrywająca, która właśnie zakończyła reprezentacyjną karierę, zeszła z trybun, by uściskać każdą z koleżanek. Świętowała z nimi – jak zawsze z sercem w drużynie.
Polki znów wśród najlepszych – i to nie koniec!
Choć finałowa dwójka – Brazylia i Włochy – wciąż jest o krok przed nami, to Polki coraz głośniej pukają do drzwi siatkarskiego Olimpu. Trzeci z rzędu medal Ligi Narodów? To już nie przypadek. To stała obecność w światowym topie.
Teraz czas na kolejny krok – Mistrzostwa Świata, które ruszają już za niecały miesiąc. Jeśli emocje w Łodzi były zapowiedzią tego, co nas czeka – to szykujmy gardła. I serca.
Dla takich wieczorów kochamy siatkówkę. I dla takich drużyn wypełniamy hale po brzegi. Dziękujemy, Biało-Czerwone. To był wasz wieczór – i nasza wspólna duma.








































