
Po naszych bezwzględnych prześwietleniach, w których brałeś udział przy okazji testu piw, chleba czy serków, przyszedł czas na absolutnego króla polskiego stołu. Masło to produkt podstawowy, a mimo to markety i producenci robią wszystko, by sprzedać nam tani olej rzepakowy i palmowy owinięty w złotą folię z obrazkiem wiejskiej krowy. Czas skończyć z tą bezczelną manipulacją i pokazać palcem, kto serwuje nam cyfrowo wyreżyserowaną ściemę na maślanych etykietach! OTO WIELKI TEST MASŁA RANKING 8.
Unijny taran prawny kontra bezczelny marketing na półkach – WIELKI TEST MASŁA RANKING 8

Zgodnie z prawem Unii Europejskiej produkt o nazwie masło musi składać się wyłącznie z tłuszczu mlecznego w granicach od 80% do 90%, bez grama oleju palmowego czy rzepakowego. Jeśli pojawia się tam jakikolwiek dodatek roślinny, sprzedawca nie ma prawa użyć słowa masło. Tutaj zaczyna się brutalna gra rynkowa: producenci serwują nam złociste folie, wizerunki wiejskich krów oraz napisy śmietankowy czy maślany, by twój mózg sam dopowiedział resztę. To bezczelne manipulowanie skojarzeniami konsumentów, o czym pisaliśmy już przy okazji naszego wielkiego testu chleba. Pora wreszcie rozbić ten fałszywy obraz. Pamiętaj też o wyrobach seropodobnych których nie powinieneś jeść.
Ekstra Pasłęcki i Masmix, czyli palmowe zamienniki za miliony

Spójrzmy na popularny Ekstra Pasłęcki, który swoją nazwą bezczelnie podszywa się pod szlachetne masło ekstra. W rzeczywistości to miks tłuszczowy, w którym aż 64% stanowi utwardzony olej palmowy, a prawdziwego tłuszczu mlecznego jest tam ledwie 12%. Podobnie wygląda sytuacja z kultowym Masmiksem od Bunge Polska: opakowanie i reklamy sugerują idealny kompromis, ale etykieta nie pozostawia złudzeń. Mamy tu aż 49,5% tłuszczów roślinnych i nędzne 5,5% masła. To nie są odosobnione przypadki, co obnażyliśmy również w naszym zestawieniu i teście piw z marketu
