
11 września 2001 roku Nowy Jork obudził się do dnia, który zapisał się w historii jako symbol grozy, chaosu i śmierci. Niebo było czyste, ponadto powietrze pachniało wrześniem. Miało być zwyczajnie, jednak o godzinie 8:46 świat zatrzymał się na zawsze.
Poranek, który wyglądał jak początek filmu
Jan Szumański, polski inżynier, tego dnia miał tylko doglądać budowy przy moście Verrazano i wykonać inspekcję robót wykończeniowych na Manhattanie. Plan dnia był prosty. Pogoda idealna, temperatura miała sięgnąć 27 stopni Celsjusza.
W radiu grała muzyka, a przez otwarte okno samochodu widać było skąpane w słońcu wieże World Trade Center. Bywał tam setki razy – prowadził turystów, rodzinę, znajomych. Ponadto panorama z „dachu świata” była zawsze obowiązkowym punktem programu.
Nagle telefon. Roztrzęsiony głos brygadzisty Wiesława:
— Janek, coś uderzyło w wieże. Na ulice spadają fragmenty budynku. Nie jedź tam!
Kilka chwil później Szumański zobaczył dym unoszący się z północnej wieży. Jeszcze nie wiedział, że to dopiero początek koszmaru.
„Janek, tu się wszystko pali” – głos żony, który urwał się na zawsze
Kiedy próbował dowiedzieć się, co się dzieje, zobaczył w telewizji powolny kadr: drugi samolot wbija się w wieżę południową. Wtedy nikt nie miał już wątpliwości – to nie był wypadek.
Jan chwycił za telefon i zadzwonił do żony, która pracowała kilka ulic od World Trade Center.
— Wiesia, gdzie jesteś?
— Na ulicy. Patrzę. Janek, tu się wszystko pali. Ludzie uciekają w popłochu. To straszne…
Potem linia zamilkła. Ponadto sieć padła. To była ich ostatnia rozmowa tego dnia.
Kiedy runęły wieże
9:59 – zawaliła się wieża południowa.
10:26 – runęła północna.
W ciągu dwóch godzin zginęło prawie trzy tysiące osób. Dziesiątki tysięcy uciekających w popłochu ludzi biegło ulicami Dolnego Manhattanu. Ponadto strażacy, policjanci i ochotnicy rzucili się w kierunku gruzowiska.
Jan, wraz ze współpracownikami, podjął decyzję bez wahania: „Musimy tam być. Musimy pomóc”.
Strefa Zero – miejsce, które wgryzało się w płuca i pamięć
Wieczorem, po całym dniu pracy na gruzach, Jan wziął prysznic. Woda zmywała kurz i popiół, ale uwalniała coś straszniejszego – zapach.
„Łazienkę zaczął wypełniać intensywny odór spalenizny zmieszany ze słodkawą wonią rozkładających się ciał. Tak pachniała śmierć. Wiedziałem, że ten zapach zostanie ze mną na zawsze” – wspominał.
Setki Polaków pracowało w tamtych dniach przy odgruzowywaniu Strefy Zero. Wdychali powietrze, które amerykańskie władze federalne określały jako „nieszkodliwe”. Prawda była inna: toksyny z komputerów, mebli, chemikaliów, ponadto włókna szklanego powoli zatruwały ich organizmy.
Choroby, które przyszły po latach
Z raportów naukowców wynika, że ponad 91 tysięcy osób było narażonych na działanie toksycznego pyłu.
- 34% zmaga się dziś z chorobami układu oddechowego,
- 30% z nowotworami,
- Ponadto 15–20% z zespołem stresu pourazowego (PTSD).
Od 2016 roku liczba zgonów wśród uczestników akcji ratunkowej wzrosła sześciokrotnie.
Fundusz Odszkodowań – nadzieja po latach
W 2001 roku powołano The September 11th Victim Compensation Fund (VCF), który miał wspierać ofiary i ich rodziny. Do dziś wypłacono już ponad 16 miliardów dolarów dla 102 tysięcy osób.
W 2020 roku Donald Trump przedłużył jego działalność aż do 2090 roku, przeznaczając dodatkowe 10 miliardów dolarów.
Każdy, kto między 11 września 2001 r. a 30 maja 2002 r. pracował, mieszkał lub przebywał w rejonie WTC, może ubiegać się o odszkodowanie.
Polskie historie – prawo do sprawiedliwości
Według szacunków nawet 4–5 tysięcy Polaków mogło być narażonych na skutki ataku. Wielu wróciło do Polski i do dziś choruje.
Dzięki nagłośnieniu sprawy w ostatnich latach zgłosiło się ponad 100 osób. Kilkanaście już otrzymało rekompensaty – łącznie 1,5 mln dolarów (ok. 5,5 mln zł).
Ale to dopiero początek. Wielu wciąż nie wie, że ma prawo walczyć o pieniądze i leczenie.
Jak ubiegać się o odszkodowanie?
✔️ dokument od pracodawcy lub związku zawodowego,
✔️ kartoteki medyczne (najczęściej z lat 2002–2004),
✔️ oświadczenia świadków.
Od chwili uzyskania diagnozy związanej z WTC, wnioskodawca ma 2 lata na złożenie dokumentów.
„Ktoś nas właśnie zaatakował” – moment, w którym świat się zmienił
Jeden z polskich robotników wspomina rozmowę w biurze, gdy po uderzeniu drugiego samolotu patrzyli na ekran telewizora:
— „Janek, to nie może być przypadek. Ktoś nas właśnie zaatakował”.
Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że ten atak będzie miał skutki trwające dekady. 24 lata po zamachach bilans ofiar wciąż rośnie. Tysiące ludzi, którzy nie zginęli w płonących wieżach, odchodzą po cichu – w szpitalach, domach, na emigracji.
Pył, którym kazano im oddychać, stał się ich śmiercią.
Ale dziś, dzięki VCF i WTCHP, mają jeszcze szansę na walkę o zdrowie, życie i sprawiedliwość.








































