
Polska branża cementowa, fundament bezpieczeństwa infrastrukturalnego i obronnego kraju, znalazła się w kleszczach unijnej polityki klimatycznej. Podczas gdy Bruksela forsuje coraz bardziej rygorystyczne wymogi Zielonego Ładu i systemu ETS. Polskie zakłady tracą konkurencyjność na rzecz dostawców spoza UE. Efekt? Rekordowy import, widmo ograniczenia rodzimej produkcji, mniejsze wpływy do budżetu państwa i realne zagrożenie masowym bezrobociem w regionach tradycyjnie związanych z przemysłem energochłonnym. Niestety unijne regulacje niszczą polską gospodarkę coraz bardziej.
Importowa lawina zalewa polski rynek
Dane są bezlitosne. W 2025 roku import cementu do Polski osiągnął rekordowy poziom 1,73 mln ton, co stanowi już ponad 10 proc. krajowej produkcji. Najbardziej niepokojący jest jednak dynamizm tego zjawiska w relacji z krajami trzecimi. Import z samej Ukrainy wzrósł z zaledwie 53 tys. ton w 2021 roku do prognozowanego miliona ton w roku bieżącym.
Podczas gdy polscy producenci muszą mierzyć się z drakońskimi opłatami za emisję CO2, ich sąsiedzi spoza Unii Europejskiej wprowadzają na nasz rynek produkt nieobciążony kosztami polityki klimatycznej. To klasyczny przykład „ucieczki emisji”. Produkcja nie znika, ona po prostu przenosi się tam, gdzie normy są mniej rygorystyczne, a koszty niższe. Dla polskiej gospodarki oznacza to jedno: wypychanie rodzimego kapitału przez zagraniczną konkurencję, która nie musi grać według tych samych, kosztownych zasad.
ETS i droga energia: Zabójczy duet dla konkurencyjności
System handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) staje się dla polskiego przemysłu barierą nie do przejścia. Ceny uprawnień przekraczały już pułap 100 euro za tonę. Prognozy na rok 2030 są jeszcze bardziej alarmujące – mowa o kwotach rzędu 150 euro. Eksperci Stowarzyszenia Producentów Cementu (SPC) wskazują wprost: obecne benchmarki, na podstawie których przyznaje się bezpłatne uprawnienia, są oderwane od rzeczywistości technologicznej i znacznie niższe niż realna emisja.
Co gorsza, system zakłada stopniowe wygaszanie darmowych uprawnień do 2034 roku. Bez radykalnych zmian polskie cementownie zostaną pozbawione środków na modernizację, co w prostym scenariuszu prowadzi do utraty rentowności.
Do kosztów emisji dochodzą drastyczne ceny energii. Polska, ze średnią ceną około 100 euro/MWh, przegrywa rywalizację z Francją czy Hiszpanią, gdzie ceny oscylują wokół 50 euro. Tak ogromna dysproporcja sprawia, że polski produkt staje się luksusowy. Tak, nie ze względu na jakość, ale przez narzucone z góry koszty systemowe.
Zagrożone bezpieczeństwo narodowe i strategiczne inwestycje
Kryzys branży cementowej to nie tylko problem właścicieli zakładów. To problem państwa. Przed nami lata kluczowych inwestycji: budowa elektrowni jądrowej (potrzeba ponad 1 mln m³ betonu) oraz realizacja projektów obronnych, takich jak „Tarcza Wschód”, bunkry i schrony (szacowane zapotrzebowanie to 3 mln ton cementu).
Czy polskie państwo chce opierać swoje bezpieczeństwo na cemencie importowanym z krajów trzecich? Uzależnienie od zewnętrznych dostawców w tak strategicznym obszarze to recepta na katastrofę suwerennościową. Upadek rodzimych cementowni to także ubytek miliardów złotych z podatków, które zamiast zasilać polski budżet, będą wspierać gospodarki państw spoza UE.
Widmo bezrobocia i konieczność natychmiastowych zmian
Dalsze ignorowanie problemu przez decydentów doprowadzi do nieuchronnych zwolnień. Branża cementowa generuje tysiące miejsc pracy, często w mniejszych miejscowościach, gdzie cementownia jest głównym pracodawcą.
Unijne regulacje niszczą polską gospodarkę, aby ratować sytuację, niezbędne są konkretne działania, o które apelują eksperci:
- Uszczelnienie mechanizmu CBAM (podatku węglowego): Importowany cement musi być rygorystycznie kontrolowany pod kątem emisyjności, aby wyrównać szanse rynkowe.
- Wydłużenie okresu darmowych alokacji CO2: Polska branża potrzebuje czasu na dekarbonizację, a nie nagłego odcięcia od pomocy w 2030 roku.
- Wsparcie dla przemysłu energochłonnego (CISAF). Wprowadzenie mechanizmów stabilizujących ceny energii na poziomie 50 euro/MWh, co pozwoli firmom na reinwestycje w zielone technologie.
- Przekazywanie środków z ETS na fundusz dekarbonizacji. Pieniądze płacone przez przemysł powinny do niego wracać w formie dotacji na nowoczesne technologie wychwytu CO2, a nie znikać w ogólnym budżecie.
Unijny Zielony Ład w obecnym kształcie uderza w serce polskiego przemysłu. Jeśli Bruksela i polski rząd nie podejmą zdecydowanych kroków w celu ochrony rodzimej produkcji, polska gospodarka straci jedną ze swoich najsilniejszych gałęzi, zostawiając po sobie jedynie puste hale i rosnące słupki bezrobocia. Cement to fundament – bez niego nie zbudujemy ani silnej armii, ani stabilnej gospodarki.












































