
Szturm na polską granicę po tanie paliwo. Różnice cen paliw między Polską a Niemcami są znaczące i przyciągają coraz więcej kierowców. Litr oleju napędowego w niemieckim Heringsdorfie kosztuje ponad osiem złotych i osiemdziesiąt groszy. Tymczasem w pobliskim Świnoujściu cena diesla wynosi około pięciu złotych i osiemdziesięciu ośmiu groszy. Podobnie wygląda sytuacja z benzyną, która po niemieckiej stronie granicy kosztuje niemal dziewięć złotych. Tankując pięćdziesiąt litrów paliwa w Polsce, kierowca z Niemiec oszczędza ponad trzydzieści euro. Tak duże oszczędności powodują, że Niemcy szturmują polskie stacje benzynowe.
Świnoujście wprowadza limity sprzedaży paliwa do kanistrów
Rosnący ruch na stacjach benzynowych w Świnoujściu zaczyna powodować poważne problemy dla mieszkańców. Dochodzi do sporów przy dystrybutorach, a lokalne stacje odnotowują braki paliwa w ciągu dnia. Niemcy tankują do pełna i dodatkowo napełniają kanistry kilkudziesięcioma litrami tańszego paliwa. Sytuacja jest utrudniona, bo cysterny muszą korzystać z promu, który kursuje tylko cztery razy dziennie. Prezydent Świnoujścia Joanna Agatowska zaapelowała do właścicieli stacji o wprowadzenie ograniczeń w sprzedaży do kanistrów. Miasto musi zapewnić nieprzerwane dostawy dla mieszkańców i przedsiębiorstw miejskich, co jest absolutnym priorytetem.
Niemcy szturmują polskie stacje benzynowe. Gdzie jest wsparcie dla polskiego obywatela w kryzysie paliwowym?
Tusk zapewniał, że dostawy paliw są zabezpieczone i nie ma powodu do niepokoju o braki. Tymczasem w Świnoujściu stacje muszą zamykać się z powodu braku paliwa wypompowanego przez Niemców. Przy różnicy ponad trzech złotych na litrze, każdy kierowca z Niemiec chętnie przyjeżdża do nas. Rozumiem wolny rynek, ale gdzie tu jest realne wsparcie dla polskiego obywatela i gospodarki? Zamiast obniżyć VAT i akcyzę na paliwo, premier filozofuje o braku wpływu na ceny światowe. PiS w 2022 roku potrafił obniżyć podatki, a Tusk tylko rozkłada ręce w geście bezradności.
Za proste rozwiązania dla rządu?
Gdyby tak zrobić coś prostego, na przykład ulgę w podatku paliwowym na polski dowód osobisty? Z rozsądnym limitem oczywiście, żeby nie nadużywać, ale realnie pomóc polskim kierowcom i firmom. Za proste dla premiera, który woli odsyłać pytania do innego Donalda niż działać dla kraju. Niemcy nam to paliwo wypompują, a my zostaniemy z pustymi dystrybutorami i pełnymi zapewnieniami Tuska. Polska potrzebuje premiera, który dba o interesy własnych obywateli, a nie tylko filozofuje o geopolityce. Słuchajcie radia Bezpieczna Podróż, gdzie redaktorzy z niepełnosprawnościami poruszają te ważne dla Polaków tematy.













































