
Pogacar zaatakował i odebrał żółtą koszulkę – Tadej Pogacar ponownie udowodnił, dlaczego jest największym faworytem do zwycięstwa w Tour de France 2026. Słoweniec wygrał trzeci etap z metą w Les Angles po kapitalnym ataku w końcówce i odebrał żółtą koszulkę Jonasowi Vingegaardowi. Rywalizacja dwóch gigantów kolarstwa od pierwszych dni wyścigu nabiera rumieńców.
Decydujący atak na ostatnich metrach
Trzeci etap liczył 195,9 km i prowadził z hiszpańskiego Granollers do francuskiego Les Angles. Trasa z niemal 4000 metrów przewyższenia zapowiadała pierwszą poważną selekcję wśród kandydatów do końcowego triumfu.
Przez większą część dnia oglądaliśmy aktywną ucieczkę, jednak zespoły największych faworytów kontrolowały sytuację. Wszystko rozstrzygnęło się na finałowym podjeździe do Les Angles.
Na około 500 metrów przed metą Tadej Pogacar przeprowadził zdecydowany atak. Jonas Vingegaard próbował odpowiedzieć, ale nie był w stanie utrzymać tempa Słoweńca. Mistrz świata przeciął linię mety z dwusekundową przewagą, odnosząc 22. etapowe zwycięstwo w historii swoich startów w Tour de France.
Pogacar: „To była niesamowita końcówka”
Po zakończeniu etapu lider UAE Team Emirates-XRG nie ukrywał zadowolenia i podkreślił rolę swoich kolegów z drużyny.
– To wszystko dzięki Isaacowi del Toro. Dał z siebie więcej niż sto procent na ostatnim podjeździe. W połowie etapu uznaliśmy, że możemy powalczyć o zwycięstwo. Bardzo się cieszę, że rozpoczynamy ten Tour w taki sposób. To była niesamowita końcówka – powiedział Pogacar.
Doskonała praca całego zespołu pozwoliła Słoweńcowi idealnie rozegrać finał i wykorzystać swoją znakomitą dynamikę na ostatnich metrach.
Nowy lider Tour de France
Etapowy triumf sprawił, że Pogacar został nowym liderem klasyfikacji generalnej. Choć on i Jonas Vingegaard mają identyczny czas, o prowadzeniu decyduje zwycięstwo etapowe Słoweńca.
Na trzecim miejscu klasyfikacji znajduje się Remco Evenepoel, który traci już 23 sekundy. Wszystko wskazuje na to, że walka o żółtą koszulkę od pierwszego tygodnia będzie toczyć się przede wszystkim między dwoma największymi rywalami ostatnich lat – Pogacarem i Vingegaardem.
Etap pod znakiem pożaru i ograniczeń
Jeszcze na kilkanaście godzin przed startem nie było pewności, czy trzeci etap w ogóle się odbędzie. Organizatorzy monitorowali sytuację związaną z rozległym pożarem w Pirenejach Wschodnich.
Ostatecznie wyścig rozegrano zgodnie z planem, jednak wprowadzono liczne środki bezpieczeństwa. Odwołano karawanę reklamową, a na części trasy ograniczono obecność kibiców. Mimo to na końcowych kilometrach nie zabrakło fanów, którzy stworzyli znakomitą atmosferę podczas finiszu.
Polacy daleko od czołówki
Wtorkowe ściganie nie przyniosło powodów do zadowolenia polskim kibicom. Najwyżej sklasyfikowany został Kamil Gradek, który ukończył etap w drugiej połowie stawki. Michał Kwiatkowski również nie odegrał znaczącej roli i stracił sporo czasu do najlepszych.
Po trzech etapach obaj Polacy zajmują odległe miejsca w klasyfikacji generalnej i nie liczą się w walce o czołowe lokaty.
Teraz czas na kolejne górskie wyzwanie
Kolarze nie będą mieli chwili wytchnienia. Czwarty etap poprowadzi z Carcassonne do Foix i ponownie zaoferuje wymagający profil sprzyjający atakom. Po pokazie siły w Les Angles oczy wszystkich będą skierowane na Tadeja Pogacara i Jonasa Vingegaarda, którzy już na początku Tour de France wysłali rywalom jasny sygnał – walka o zwycięstwo w Wielkiej Pętli właśnie nabiera rozpędu.

Dziękujemy że przeczytałeś ten artykuł, jest on przygotowany przez naszą redakcję składającą się z osób z niepełnosprawnościami. A jeżeli zainteresował cię nasz materiał? Przeczytaj także: Rotacja wojsk USA w Polsce powraca do normy






















































