
Dla większości z nas SMS od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa to zwykłe ostrzeżenie. Dla ponad 5 milionów osób z niepełnosprawnościami w Polsce oraz ich bliskich – to moment paraliżującego strachu. Gdy na telefon przychodzi urzędniczy komunikat pozbawiony konkretnych instrukcji, a w okolicy słychać syreny, system mający ratować życie weryfikuje brutalną prawdę: w sytuacji kryzysowej najsłabsi wciąż są pozostawiani sami sobie.
Urzędnicza nowomowa w obliczu zagrożenia: Co naprawdę oznacza „sytuacja jest monitorowana”?
W obliczu zagrożenia liczą się sekundy, a kluczem do przetrwania jest absolutnie jasny i prosty przekaz. Tymczasem Rządowe Centrum Bezpieczeństwa serwuje obywatelom specyficzny, wojskowo-urzędniczy język, który dla wielu osób stanowi barierę nie do przejścia.
Sformułowania takie jak „przestrzeń RP”, „operuje polskie lotnictwo” czy abstrakcyjne „sytuacja jest monitorowana” to język, który w trudnej sytuacji rodzi chaos. Osoba z niepełnosprawnością intelektualną czy trudnościami poznawczymi zostaje z pytaniami, na które nikt nie daje odpowiedzi:
- Kto dokładnie czuwa nad moim bezpieczeństwem?
- Czy niebezpieczeństwo grozi mi bezpośrednio w tym miejscu?
- Co konkretnie muszę zrobić w tej sekundzie, aby się uratować?
Brak komunikatów w języku łatwym do rozumienia i czystu (ETR – Easy-to-Read) sprawia, że alert zamiast uspokajać i organizować ewakuację, wywołuje panikę.
Instrukcja bez pokrycia. Jak z wózkiem inwalidzkim „szybko znaleźć bezpieczne miejsce”?
Ostatnie ostrzeżenia rozsyłane do mieszkańców wschodniej Polski zawierały polecenie natychmiastowego znalezienia schronienia. Dla osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim takie polecenie brzmi jak ponury żart.
Ewa Lefik-Babiasz, dyrektorka Działu Dostępności Fundacji Avalon:
Takie osoby muszą zadbać o sprzęt, który często jest niezbędny do tego, żeby się z nim poruszać. Do tego potrzebują jasnej informacji i szczegółowych instrukcji.
Problem braku procedur obnaża brutalną rzeczywistość:
- Schrony-pułapki: W Polsce brakuje ogólnodostępnego rejestru schronów z audytem dostępności. Co z tego, że w okolicy jest ukrycie, skoro prowadzą do niego wyłącznie schody?
- Logistyczny dramat: Błędne lub nagle odwoływane alarmy zmuszają osoby niepełnosprawne oraz ich opiekunów do gigantycznego, wyczerpującego wysiłku fizycznego, który po chwili okazuje się niepotrzebny.
Cisza po alercie. Głusi w zawieszeniu między strachem a niepewnością
Dla społeczności osób Głuchych państwowy system komunikacji kryzysowej jest niemal całkowicie niedostosowany. Kiedy RCB wysyła SMS o planowanych ćwiczeniach syren alarmowych, osoba niesłysząca trafia w komunikacyjną próżnię.
Osoba głucha przeczyta informację o teście, ale nie ma możliwości zweryfikowania, czy syreny wyły, kiedy przestały wyć i – co najważniejsze – czy w międzyczasie nie wyemitowano sygnału o realnym zagrożeniu. Brak wiadomości odwołującej alarm zostawia te osoby w ciągłym napięciu.
Tragedię potęguje fakt, że podczas katastrof (co pokazała np. ostatnia powódź) służby ratownicze wciąż nie znają Polskiego Języka Migowego (PJM), co prowadzi do drastycznych nieporozumień podczas ewakuacji.
Konwencja ONZ a polska rzeczywistość: Zwierzęta ważniejsze niż niepełnosprawni?
Artykuł 11 Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych wprost nakłada na państwo obowiązek zapewnienia ochrony i bezpieczeństwa osobom z niepełnosprawnościami w sytuacjach zagrożenia i konfliktów.
Tymczasem wystarczy otworzyć oficjalny, rządowy „Poradnik bezpieczeństwa”, by dostrzec porażającą dysproporcję. Więcej miejsca i szczegółowych wytycznych poświęcono w nim procedurom ochrony zwierząt domowych niż wsparciu osób z niepełnosprawnościami. W systemie wciąż brakuje:
- Rejestru osób potrzebujących asysty przy ewakuacji.
- Procedur bezpiecznego transportu specjalistycznego sprzętu medycznego i wózków.
- Jasnych wytycznych dla Straży Pożarnej i Wojska dotyczących ewakuacji osób z różnymi rodzajami niepełnosprawności.
Wymuszone obietnice. Czy Cell Broadcast i rozmowy z RCB cokolwiek zmienią?
Głośny sprzeciw środowiska i organizacji pozarządowych zmusił instytucje do reakcji. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozpoczęło rozmowy z przedstawicielami społeczności Głuchych i deklaruje analizę czytelności komunikatów. Z kolei MSWiA zapowiada szersze wdrożenie technologii Cell Broadcast.
System ten pozwala wysłać powiadomienie, które wywoła silną wibrację i sygnał dźwiękowy w telefonie nawet wtedy, gdy jest on wyciszony. To jednak tylko technologia – bez zmiany treści wiadomości i logistyki na miejscu zdarzenia, sam sygnał dźwiękowy nie uratuje nikomu życia.
Wymagamy zmian. 5 kroków do ratowania życia, a nie tylko pozorowania działań
Oto co musi zmienić się natychmiast, aby system państwowy przestał dyskryminować osoby o szczególnych potrzebach:
- Prosty język (ETR): Koniec z wojskowym żargonem. Komunikat ma mówić krótko: Co się dzieje? Gdzie? Co masz zrobić już teraz?
- Baza schronów bez barier: Natychmiastowa publikacja mapy schronów dostosowanych dla osób na wózkach inwalidzkich i z trudnościami w poruszaniu się.
- SMS odwołujący zagrożenie: Bezwzględny obowiązek wysyłania wiadomości zamykającej alarm, by wyeliminować niepotrzebny stres.
- Państwowy Rejestr Asysty: Możliwość wcześniejszego zgłoszenia do służb potrzeby pomocy przy ewakuacji z danego adresu.
- Przeszkolenie służb: Obowiązkowe szkolenia z komunikacji bezbarwnej dla ratowników, strażaków i policjantów.
Miarą dojrzałości państwa jest to, jak dba o swoich najsłabszych obywateli w chwili próby. Ostrzeżenie o zagrożeniu nie może być pustym obowiązkiem odhaczonym przez urzędnika. Dopóki alerty RCB będą pisane trudnym językiem, a infrastruktura schronowa pozostanie niedostępna, 5 milionów Polaków w kryzysie będzie zdanych wyłącznie na siebie i swoich bliskich. Czas, aby rządowe deklaracje wreszcie zmieniły się w realne procedury.




















































