Polski Fiat 125p – Historia trudnej miłości…

0
262

Historia bardzo trudnej miłości. Dlaczego trudnej ? Trudna była od samego początku. Chodzi oczywiście o mój samochód marzeń Polskiego Fiata 125p. Sam pomysł zakupu tego auta już był bezsensowny ale do rzeczy…

 SAM_4057

Najlepszego zakupu w życiu dokonałem dokładnie 17 stycznia 2015r. Miałem wówczas ledwo skończone 16 lat.  Kupiłem go bardzo pochopnie. Nie oglądając go zbytnio, nie sprawdzając silnika. Co więcej nawet nie przejechałem się nim 10 metrów bo w chwile po ruszeniu stanął w miejscu i ani myślał drgnąć dalej. Nie miał przeglądu i sprawnych hamulców a właściciel twierdził, że silnik nadaje się jedynie na złom. A więc czemu go kupiłem ? Szczerze ? Sam do dziś nie wiem.  Zrobiłem najgorszą a zarazem najlepszą rzecz w życiu. Wydając wszystkie swoje oszczędności, które wtedy posiadałem.

SAM_4058

Jak już pewnie policzyliście przez te prawie dwa lata auto powoli się zmieniało. Zaczęliśmy od najważniejszych rzeczy.  Zregenerowane hamulce, ” prowizorycznie wyregulowany silnik “, który jak się okazało nie nadaje się jedynie na złom lecz coś można z niego jeszcze wykrzesać. Jednak nie było to czego oczekiwałem. Choć było już naprawdę nieźle. Po wstępnym ogarnięciu spraw mechanicznych zabrałem się za detale uzupełniłem braki. Kupiłem kapselki na koła, komplet listew na drzwi no i komplet siedzeń w idealnym stanie z brązowego skaju. Oraz zrobiono masę innych drobnostek których nie jestem w stanie nawet wymienić.

sam_4219

W ciągu roku dużo się zmienił z zapyziałego pachnącego stęchlizną zastanego starego auta do całkiem przyzwoicie wyglądającego klasyka. Była to świetna baza do dalszych prac. Przez 1,5 roku auto nie robiło większych tras niż 5km aby utrzymać go w ciągłym ruchu. Wszystko było spowodowane brakiem prawa jazdy. A więc dopóki auto stało nie zwracałem uwagi na spalanie oraz inne rzeczy, które wychodzą dopiero podczas codziennej eksploatacji. Do momentu uzyskania upragnionego dokumentu myślałem iż utrzymanie klasyka to naprawdę łatwa sprawa.

sam_4241

Nadszedł jednak ten moment gdy prawo jazdy trafiło do mojej kieszeni. Oczywiście swoją pierwszą legalną podróż odbyłem moim samochodem marzeń. Początkowo wszystko zapowiadało się pięknie. Lecz z czasem im więcej nim jeździłem tym więcej problemów w nim dostrzegałem. Zaczęło się niegroźnie. Rozładowany akumulator popalone żarówki, sporo kombinacji ale w końcu okazało się że to regulator. Oczywiście akumulator również się ugotował i był do wymiany. Jednak największym problemem było spalanie które wynosi około 17 litrów na 100 km. Przyznacie chyba że to dość sporo.

sam_4244

Jako, że samochód przeszedł regulację więc początkowo nie winiłem gaźnika. Sprawdzałem wszystkie możliwości jeździłem najbardziej ekonomicznie jak tylko się dało. A rezerwa ciągle się paliła. Cały układ paliwowy szczelny, brak obecności paliwa w oleju, nie było go również w wydechu. Więc nie pozostało nic innego niż sprawdź gaźnik. Jest jedna niepisana zasada. Jeżeli nie znasz się na gaźnikach to lepiej się do tego nie zabieraj. Oczywiście jak się domyślacie nie posłuchałem się tej zasady. Rozebrałem ten gaźnik szybko lokalizując przyczynę mojego problemu.

sam_4245

Wadliwy okazał się zaworek iglicowy na którym zostało zastosowane mnóstwo nieoryginalnych patentów. No ale pech chciał że miałem nowy zaworek który postanowiłem zmienić mimo braku jakiegokolwiek doświadczenia związanego z naprawą gaźników. Wszystko szło dobrze do momentu w którym uciekła mi zapinka przytrzymująca pływak. Nie będę cytował słów jakie padły w tamtym momencie. Nie pomogły nawet modlitwy i godzina leżenia na ziemi w poszukiwaniu zguby. Wróciłem do domu cały zły. W tamtym momencie byłem gotów go sprzedać. Nie mam pojęcia co ciągle trzyma mnie przy tym aucie. To naprawdę trudna i niewytłumaczalna miłość, którą mało kto rozumie. Nie potrafię się z nim rozstać mimo tego, że kosztuje mnie bardzo wiele czasu i przede wszystkim nerwów.

sam_4238

Fiata zostawiłem z całym rozkręconym gaźnikiem i dałem sobie chwile czasu na przemyślenia. Nowy zaworek czeka już na montaż. Potrzeba tylko motywacji. Zabieram się do tego już w niedziele razem z przemiłym Panem Jurkiem, który jest emerytowanym mechanikiem i prywatnie posiadaczem 2 dużych fiatów. Obiecał mi że w niedziele mój złom ożyje i będzie chodził jak powinien. Mam nadzieje, że pokaże na co go stać i ruszy te leniwe 82 konie, które drzemią w tej bestii. Możliwe iż uda nam się jeszcze okiełznać spalanie. Trzymajcie za nas kciuki. Postaram podzielić się z wami kolejnymi uczuciami na temat tego auta. Ale to dopiero jak przeprowadzimy potrzebne naprawy. A tymczasem dziękuje wam za uwagę i zapraszam do lektury poprzednich artykułów ŻUBR A80 – PROTOPLASTA JELCZA…