Oficjalna strona Fundacji Emanio Arcus. Poprawa bezpieczeństwa poprzez informację, edukację i profilaktykę
choroba lokomocyjna

Choroba lokomocyjna kierowcy a bezpieczeństwo

Choroba lokomocyjna – czy musi oznaczać zagrożenie? Być może nic się nie stanie – a może zupełnie odwrotnie? Jesteś gotów zaryzykować?

Każdy, kto choć raz odbył podróż z osobą cierpiącą na syndrom zwany „choroba lokomocyjna” zna sprawę. Jeszcze bardziej ten, kto podczas podróży miewa mdłości lub bardziej dokuczliwe objawy. Nie do pozazdroszczenia jest sytuacja, w której nie da się normalnie przejechać samochodem kilu kilometrów, bez rewolucji żołądkowych lub zawrotów głowy. Szczególnie w dzisiejszym świecie, opartym niemal w stu procentach o komunikację wykorzystującą transport mechaniczny – problem jest nie do wytrzymania. I właściwie nie ma ratunku – ponoć nie istnieje idealny lek na tę chorobę. Jeżeli przypadłość dotyczy pasażera, to pół biedy. Ale co jeśli sprawa dotyczy kierowcy? Czy za kierownicą może nas w ogóle dopaść choroba lokomocyjna? Czy może to być niebezpieczne na drodze?

Co to w ogóle jest?

Choroba lokomocyjna jest badana przez wiele środowisk naukowych i wciąż nie ma stuprocentowej diagnozy. Najprościej mówiąc, za objawy odpowiedzialne są kanały półkoliste w błędniku, które pełnią rolę czujników ruchu obrotowego – a także otolity, odpowiadające za wykrywanie przyspieszenia. Impulsy przetwarzane przez kanały półkoliste i otolity dostarczają do mózgu informację, że ciało się porusza. Wzrok natomiast dostarcza podczas jazdy do mózgu zgoła coś odmiennego – informację, że zarówno podłoga, jak siedzenie, nie poruszają się w ogóle. Wiotkie mięśnie, będące w bezruchu, przyznają rację oczom – a mózg wariuje. Sprzeczne informacje powodują narastającą frustrację, która objawia się na zewnątrz bólem głowy, nudnościami, a nawet wymiotami. Jest to tylko jedna z teorii, ale wydaje się dość rozsądna. Osoba wysyłająca do mózgu tak różne informacje podczas jazdy, może oczywiście stanowić zagrożenie na drodze – jeżeli prowadzi auto.

choroba lokomocyjna

Choroba lokomocyjna za kółkiem

Kierowcy o wiele rzadziej skarżą się na objawy choroby lokomocyjnej, niż pasażerowie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Prowadząc pojazd mechaniczny, skupiamy wzrok poza wnętrzem samochodu. Patrzymy na drogę, na otoczenie, w lusterko wsteczne. Wszystko, na co zwracamy uwagę, porusza się. Wydaje się to spójne z bodźcami, dostarczanymi przez wspomniane już otolity i błędnik. Taka zgodność łagodzi ewentualne zgrzyty – nawet jeśli mózg nadal dostaje od mięśni informację zgoła inną. Dlatego kierowca, nawet jeżeli jeżdżąc jako pasażer cierpi na zawroty głowy i inne anomalie chorobowe, siedząc za kółkiem może mieć zupełnie normalne zachowania. Nie oznacza to oczywiście, że każdy będzie od nich wolny. Obawy, że choroba lokomocyjna będzie dolegliwością nawet podczas prowadzenia auta, niestety sprawdzają się w wielu przypadkach. Nie można wspomnieć o skutkach. Zawroty głowy podczas jazdy na autostradzie? Mdłości dopadające kierowcę w wielkomiejskim tłoku, gdzie oczy trzeba mieć dookoła głowy? Zagrożenie jest oczywiste.

Czy da się to leczyć?

Najczęściej stosowanym preparatem są tabletki przeciwhistaminowe, które łagodzą wariacje błędnika. Kierowcy powinni jednak wystrzegać się tych leków, mimo że na pasażerów oczywiście one działają. Skutki uboczne w postaci poczucia senności i obniżenia ciśnienia krwi, mogą okazać się dla prowadzącego pojazd tragiczne w skutkach. Polecane są również plastry ze skopolaminą – jednak mimo długotrwałego działania również wywołują skutki uboczne, zwłaszcza u osób starszych. Plastry bądź opaski uciskowe, działają na zasadzie akupresury – trzeba jednak bardzo mocno wierzyć w to że działają, bowiem dowodów medycznych brak. Podobnie zresztą, jak w przypadku tak zwanego sposobu, jakim jest plaster na pępek. Sprytne to rozwiązanie, ale dalekie od błędnika – i zdrowego rozsądku.

Jakieś rady?

Oczywiście. Kierując autem, należy skupić się na czynnościach związanych z obowiązkami kierowcy. Tradycyjną metodą jest włączenie nawiewu i skierowanie go na twarz. Bezpośrednio przed podróżą nie zaleca się osobom cierpiącym na chorobę lokomocyjną spożywania posiłków, jak też dużej ilości płynów. Nie jest dobrze też palić, oraz sadzać obok siebie osoby palącej. I – złota zasada – kiedy choroba lokomocyjna się zaczyna – bezwzględnie należy się zatrzymać. Przerwanie jazdy przed pojawieniem się dotkliwych objawów może uratować kierowcę przed dużym niebezpieczeństwem. Zagrożenie w ruchu drogowym jest znaczne, dlatego trzeba znać swoje reakcje i zachowywać się odpowiedzialnie. Być może nic się nie stanie – a może zupełnie odwrotnie? Jesteś gotów zaryzykować?

Przeczytaj także:

Prawo jazdy 2018 – będzie trudniej




  • Winter90

    Ciekawy artykuł. Zazwyczaj mówi się wyłącznie o chorobie lokomocyjnej pasażerów.