Nysa Camper – wspomnienie klasyka.

0
3108

Nysa Camper jest dziś tylko wspomnieniem, ledwie dostrzegalnym symbolem namiastki luksusu w PRL. Ale jest też ciekawostką, klasykiem, iskrą polskiej myśli motoryzacyjnej tamtych lat. Jest dziś synonimem hasła „Polak potrafi”.

Obywatelki i obywatele! Ludu pracujący miast i wsi,  w pocie czoła zmagający się z trudnymi meandrami czasów kapitalizmu. Czyż nie napawa nas nostalgicznym westchnieniem widok krągłych kształtów aut – symboli Polski Ludowej? Kto z nas nie pamięta tego dźwięku dwu- i czterosuwowych silników, tamtego zapachu benzyny, dotyku skóropodobnych tkanin na kokpicie? Dla każdego, kto choćby przez mgłę pamięta PRL, marki takie jak Polonez, Żuk, Tarpan czy Nysa to esencja całkiem niezłych lat motoryzacji. A Nysa Camper – symbol wyjątkowości epoki.

Ambitny plan sześcioletni

Kiedy w 1952 roku Fabryki Mebli Stalowych „Zachód” w Nysie zamieniono na Zakłady Budowy Nadwozi Samochodowych, nikt nie przypuszczał że historia potoczy się tak dynamicznie. Plan sześcioletni zakładał jedynie montaż nadwozi, w dodatku metodą dość ubogą nawet jak na tamte czasy – w warsztacie nie wyposażonym w podstawowe urządzenia takie jak prasy czy zgrzewarki. Już w drugim roku Fabrykę opuściło niemal 800 nadwozi, co było niesamowitym wynikiem, biorąc pod uwagę warunki pracy i poziom wyposażenia. Plan wykonano z dużą nadwyżką.

Nic więc dziwnego, że rozwijająca się gospodarka upomniała się o pełną, seryjną produkcję. Nysa, obok produkowanego jednocześnie w Lublinie Żuka, wpisała się na trwałe do albumu polskiej klasyki w sekcji „automotive”. Ładna, pojemna, wytrzymała, elegancka. I – co ważne – niezwykle wszechstronna.

 

Nysa Camper – odważny pomysł

Przez czterdzieści dwa lata historii Fabryki w Nysie, zakład opuściło blisko 400 tysięcy egzemplarzy, w przeróżnych opcjach wyposażenia, kolorach i wersjach nadwozia. Samochody były przystosowywane do potrzeb służby zdrowia oraz milicji, były wersje osobowe z przeszkloną przestrzenią i dzielonymi siedzeniami, były typowo towarowe, z ładownością do jednej tony. Były wreszcie dość odważne pomysły – jak Nysa Camper. Wersja turystyczna, która pojawiła się w latach sześćdziesiątych, nigdy nie weszła do seryjnej produkcji. Postrzegano ją raczej jako ciekawostkę, odważny projekt dowodzący wszechstronności tej marki.

nysa-camper
Nysa Camper

Nysa Camper zbudowana była na tej samej płycie podłogowej – dość wąskiej jak na auto podróżnicze, mające zapewnić komfortowe warunki do biwakowania. Obie zaprojektowane wersje nadwozia typu Camper, choć miały mieścić cztery dorosłe osoby, wcale nie dawały poczucia wygody. I wcale nie miały. To był jedynie pomysł, zarys projektu, zupełna fanaberia. Nawet na historyczną wyprawę w Himalaje w 1969 roku zabrano zwykłą osobową wersję 522, zamiast Nysy Camping.

Nysa 522
Nysa 522

A polski Camper – pozostał jedynie odważnym pomysłem.

 

Poza kontrolą, poza standardem

Gdyby Nysa Camper została włączona do seryjnej produkcji, z pewnością byłby to niekwestionowany hit całego obozu socjalistycznego. Nysa cieszyła się bowiem doskonałą opinią na zewnątrz, eksportowana nie tylko do Rosji. Nie odpowiadała ona jednak standardom ludowej gospodarki, bo dawała złudne poczucie wolności i niebezpiecznie przesuwała priorytety.

A jednak, pozostała w pamięci pasjonatów klasyki motoryzacji. Pozostała poza kontrolą Partii, poza ścisłymi ramami PRL. I pozostaje legendą – bez dwóch zdań.

Prawda?

Zobacz także: Fiat Cinquecento – klasyk czy dopiero pretendent?