Agresja na drodze – coraz więcej, coraz częściej

1
213
agresja na drodze
źródło: pixabay.com

Policja, w przypadku zauważenia rażącego wykroczenia jakim jest agresja na drodze ma prawo skierować nas na badania psychiatryczne. Może to nie taki zły pomysł?

W 2016 roku na świecie było ponad miliard samochodów osobowych i niespełna czterysta milionów aut ciężarowych. Wciąż ich przybywa. Podobno w ciągu dwudziestu lat ten wskaźnik ma się podwoić. Agresja na drodze powoli przestaje dziwić…

W Polsce gołym okiem zauważyć można gwałtowny przyrost użytkowników dróg – dwa, a czasem trzy pojazdy w rodzinie to już nie jest luksus, a normalna potrzeba. Jeżeli dodamy do tego wszechobecny pośpiech i stres, wydaje się że naturalną konsekwencją jest pojawiająca się agresja na drodze. Przestajemy nad sobą panować kiedy czujemy bezsilność w korku, lub gdy ktoś bezmyślnie zajedzie nam drogę. Na ulicy, na parkingu, na skrzyżowaniu i osiedlowej drodze – nerwów jest coraz więcej a konflikty zdarzają się coraz częściej. Okres wakacyjny wcale nie sprzyja kierowcom – spieszą się na urlop, stresują nadchodzącą drogą. Czy można coś na to poradzić?

Agresja na drodze – powody

Nasze auto jest naszym azylem. Każdy kierowca schowawszy się za kierownicą, zamienia się w superbohatera. Tylko, że zawsze znajdzie się jakiś zawalidroga. Taki, który na złość jedzie wolniej lewym pasem albo nie potrafi ruszyć ze skrzyżowania. Albo pieszego przepuści na przejściu, zatrzyma się na żółtym, ustąpi rowerzyście. A już najbardziej denerwuje nas traktor albo koparka – i sznurek aut z naprzeciwka. I jak tu zachować zimną krew? Czasem agresja na drodze może być spowodowana przyczyną zupełnie nie związaną z sytuacją na drodze. Zły dzień w pracy, kłótnia z żoną, zepsuty telewizor, podwórko do odśnieżenia, niewłaściwa faza księżyca. Wbrew temu, co się wydaje, powody zawsze tkwią w głowie kierowcy. Nawet podejście do pośpiechu lub stresujący dzień można zmienić w spokojną podróż – agresja na drodze jest zupełnie niepotrzebna. Ale dla wielu jest wspaniałym sposobem na rozładowanie stresu, niestety.

Agresja na drodze – rodzaje

Są trzy rodzaje agresorów. Pierwszy po prostu łamie przepisy – jeździ agresywnie, niebezpiecznie, zajeżdża innym drogę, przekracza prędkość. Agresja wyraża się tu raczej w gwałtownym użytkowaniu auta, co może zagrażać innym kierowcom.

agresja na drodze
źródło: pixabay.com

Druga grupa kierowców – do której wielu z nas się może zaliczać – to osoby wpadające zwyczajnie w gniew za kierownicą. Najczęściej wyładowywany jest on na współtowarzyszach ruchu drogowego. Przedstawiciele tej grupy nadużywają sygnałów dźwiękowych (potrafią natrąbić na panią która próbuje przejść przez jezdnię), jak również sygnałów wokalnych – zwłaszcza w kontekście obrzucania innych kierowców wulgaryzmami. Agresja na drodze w tym wydaniu wcale nie musi oznaczaś ataku wprost – często naszą złość rozładowujemy w zaciszu własnego auta, a inni uczestnicy ruchu nie słyszą „wiązanek“ puszczanych pod ich adresem. Taki „niemy krzyk“ takže jest, niestety, kwalifikowany jako agresja na drodze.

Road rage

Ostatnim typem jest symptom określany jako drogowa furia (tzw. road rage). Jest to fizyczny atak na innego człowieka – drugiego kierowcę. Coraz więcej takich incydentów zauważa się zwłaszcza w dużych miastach, podczas godzin szczytu. Emocje sięgają wtedy zenitu – wszyscy się spieszą, wszyscy są spóźnieni, wszyscy jadą idealnie a za korki obwiniają kierowcę z przodu lub z tyłu. Od słowa do słowa, pojawia się chęć osobistej i bezpośredniej wymiany argumentów. Agresja na drodze w tym wydaniu niestety się nasila – a prognozy nie są optymistyczne. W badaniu IPSOS z 2016 roku, europejscy kierowcy przyznali, że aż 54% z nich obraża innych bądź nadużywa klaksonu. To dużo. O wiele za dużo.

Jakieś światełko w tunelu?

Policja, w przypadku zauważenia rażącego wykroczenia jakim jest agresja na drodze, ma prawo skierować takiego delikwenta na badania psychiatryczne. Drogówka zapowiada, że będzie korzystać z tego uprawnienia. Powodem jest rosnąca skala agresji – co znacząco wpływa na bezpieczenstwo wszystkich użytkowników dróg. Co my sami możemy zrobić? Nie spieszyć się tak bardzo, lepiej zarządzać własnym czasem, starać się opanować emocje. Czy to jest do zrobienia? Na pewno. Bądźmy więc spokojni, cierpliwi i patrzmy z sympatią na współtowarzyszy niedoli w wielkomiejskim korku. Im mniej agresji, tym mniej dodatkowego stresu i niepotrzebnych konfliktów. Przed nami wakacje – czas słońca i relaksu. Oby były pełne spokoju, bez agresji na drodze.

Bądźmy mili też dla rowerzystów:

Uwaga! Rowerzysta na pasach!